Wpisy użytkownika orionblues z dnia 20 maja 2009

Liczba wpisów: 3

orionblues
 
pogięło naród zupełnie
przecież mamy kabarety
i to na dobrym poziomie,
sam nie należę do smutasów
i bardzo lubię poturlać się ze śmiechu,

ale z trybuny sejmowej oczekuję solidnych konkretów w pilnych sprawach obywatelskich!

bo mam dość robotniczych walk ulicznych z policją
albo niech się biorą poważnie do roboty
albo won ze zgromadzenia narodowego!

zbyt wiele istotnych spraw leży odłogiem
zbyt wiele kwestii jest nie uregulowane prawnie
a to jest zadanie dla wesołych Pań z parlamentu!

mało mnie interesuje, kto stoi w rozkroku,
kto siedzi okrakiem na trybunie sejmowej,
prywatne sprawy naszych posłów mało mnie
i innych interesują,

cały polski wymiar sprawiedliwości
i jego orzeczenia musi prostować
trybunał europejski,,,,,,

a oni posłowie rechoczą sobie
ubawieni swoimi dowcipami
dla mnie jest to mało śmieszne,,,,

kiedy obywatele całymi latami
szukają dla siebie sprawiedliwości prawnej,

nie świadczy to dobrze o ustawodawcach,
zbyt wiele bubli prawnych produkuje się
w komisjach sejmowych,

nie mam nic przeciwko poczuciu humoru
naszych parlamentarzystów,
niech se rechoczą do woli
ale po pracy przy grillu!

nie życzę też sobie gromadnych
i propagandowych pielgrzymek religijnych
naszych posłów, niech się modlą
wedle własnego uznania prywatnie,
aż im usta zesztywnieją od paciorków,

nie po to wybieramy posłów aby leżeli
plackiem przed hierarchami kościelnymi!
a potem dziwimy się że frekwencja wyborcza
ciągle nam spada,

obywatel świadomy politycznie
woli rodzinnego lub przyjacielskiego grilla,
niż wybór kabareciarza sejmowego
lub dewota klęcznikowego!

kiedy to wreszcie dotrze
do ich świadomości?

pozdro,,,,
 

orionblues
 
w nawiązaniu do poprzedniego tekstu,,,,,

kilka informacji o bohaterce naszego parlamentu
znalezione w sieci, są to teksty i fotki jeszcze
z tej epoki, mniej lub bardziej aktualne, polecam,

"Panie premierze, mam wrażenie, że często pan stoi w rozkroku" - za te słowa Nelli Rokita wygrała tegoroczny plebiscyt "Srebrne Usta".
Co posłankę bardzo cieszy.

W plebiscycie "Srebrne Usta" słuchacze radiowej Trójki co roku wybierają najbarwniejsze wypowiedzi polskiej polityki.

Nelly Rokita powiedziała, że chciałaby, by jej mąż Jan Rokita był premierem. Marzę o tym - stwierdziła, dodając, że jej zdaniem PiS nie jest zdolny do samodzielnego rządzenia. Sprawę skomentował premier Jarosław Kaczyński: Reguły demokracji są dosyć jasne, jeśli nasza partia wygra wybory, to ja będę premierem, jeśli nie wygra, to nie będę - mówił. Z kolei prezydent Lech Kaczyński powiedział o słowach swojej doradczyni: Miłość ci wszystko wybaczy.

W plebiscycie Wirtualnej Polski na majową Minę Miesiąca zwyciężyła Nelly Rokita. Posłanka PiS zdystansowała rywali zdobywając aż 61% głosów. Mężowi Janowi przybył tym samym kolejny powód do dumy.

Skąd dokładnie pochodzi pani rodzina?

Głównie ze Szwabii, szwabski dialekt był moim pierwszym językiem. Rodzina ojca wyemigrowała w XIX wieku na Kaukaz, do Gruzji, przodkowie mamy znaleźli się w Kazachstanie. Przed I wojną światową byli bardzo zamożnymi ludźmi. Szczęście mojej rodziny skończyło się wraz z rewolucją. Na początku lat 20. aresztowano mojego dziadka, farmera spod Tbilisi. Po dwóch latach zmarł w obozie. Ojciec mamy trafił do obozu w 1937 roku i także już z niego nie powrócił. Był dyrektorem wzorcowego kołchozu „Czerwona flaga”. Po pijaku powiedział jednak, że powodzenie przedsiębiorstwa zawdzięcza swojej ciężkiej pracy, a nie Stalinowi, i na podstawie tego skazano go za zdradę ZSRR. Obaj zostali zrehabilitowani w latach 90. Moich rodziców także ciężko doświadczył los. Wzięli ślub w 1939 roku, w następnym roku urodziły im się bliźniaki. Chłopcy zmarli po półtora roku, wskutek chorób i braku lekarstw. Kolejny syn urodził im się w 1942 roku. Niedługo później aresztowano mojego ojca, tylko za to, że był Niemcem. Przeżył, bo był świetnym fachowcem. Jako mechanika skierowano go do przedsiębiorstwa transportowo-naprawczego w Czelabińsku na Syberii. W 1948 roku, po tym jak zwrócono mu wolność, został dyrektorem całego zakładu! Kiedy rodzice zaoszczędzili pieniądze na dom, postanowili, że przeniosą się w cieplejsze rejony. Wybrali Kirgizję. Gdy miałam dziewięć lat, zamieszkaliśmy we Frunze, które dziś nazywa się Biszkek i jest stolicą niepodległego państwa.

A pani wierzyła w komunizm?

Jako dziecko tak. Moje dzieciństwo było w Kirgizji niezwykle szczęśliwe. Do szkoły chodziły dzieci 56 narodowości, moja rodzina dzięki ciężkiej pracy żyła niezwykle dostatnio. Mieliśmy ładny dom i samochód Pobieda, bardzo solidny. W telewizji bombardowano nas obrazkami o bezdomnych na Zachodzie i zdjęciami willi milionerów. Jako pionierka czułam odrazę do tego świata. Rodzice początkowo nic mi nie mówili o krzywdach, jakie wyrządzili im komuniści i co naprawdę myślą o systemie. Czekali, aż dorosnę. Sam ojciec nie wstąpił do partii komunistycznej, pomimo że go do tego namawiano i obiecywano podwyżkę. Zawsze odpowiadał: „Jeszcze nie jestem gotów”.

Znając pani charakter, była pani przewodniczącą pionierów w swojej klasie?

W całej szkole! Byłam tak zasadnicza, że bali się mnie nauczyciele. Miałam 11 lat, gdy wysłano mnie i kilku innych uczniów do prywatnego domu modlitwy w celach wywiadowczych. Mieliśmy za zadanie wyśledzić, czy ktoś nie jest przymuszany do praktyk religijnych. Spotkałam jednak wesołych, radosnych ludzi, szczerze oddanych Bogu. Następnego dnia zrobiłam awanturę nauczycielom. Zażądałam wyjaśnień, jak można było marnować mój cenny czas na bzdury. Nie wyciągnięto wobec mnie konsekwencji, bo nauczyciele myśleli, że ktoś wpływowy stoi za mną, skoro pozwalam sobie na taką bezczelność.

Jak zaczęła się pani przygoda z Polską?

Po przyjeździe do Niemiec brat i rodzice osiedli w Hanowerze. Ja zamieszkałam w Hamburgu, gdzie rozpoczęłam studia lingwistyczne. Ze względu na znajomość rosyjskiego zaczęłam studiować bułgarski, słoweński i serbsko-chorwacki. Ciągnęło mnie do Polaków. Chodziłam często na demonstracje poparcia dla Solidarności. I szybko nauczyłam się polskiego. Prawdziwą polską inteligencję poznałam w Londynie. W polskim klubie spotkałam przedwojennych emigrantów i byłych akowców, którzy obruszyli się bardzo, gdy dowiedzieli się, że jestem Niemką. Powiedziałam, że albo mnie wyrzucą, albo szczerze porozmawiamy. Na szczęście szybko się zaprzyjaźniliśmy i te znajomości trwały lata. Zaczęłam wtedy poznawać głębiej polską kulturę i historię. Wspaniałą polską inteligencję poznałam w Krakowie, kiedy przyjechałam tu w 1985 roku na roczny kurs językowy.

I wtedy poznała też pani Jana Rokitę?

Tak. Wkrótce po tym, jak się poznaliśmy, Jan mi się oświadczył. Kiedy wyjeżdżałam z powrotem do Niemiec, ostrzegałam go: oni nie wpuszczą mnie znowu do Polski. I tak rzeczywiście się stało.
W tak zwanym międzyczasie Jan się ożenił, ale jego pierwsze małżeństwo nie trwało nawet pół roku. Ponownie przyjechałam do Polski w 1990 roku i po jakimś czasie zostałam w Polsce na zawsze. W 1994 roku wzięliśmy ślub z Janem. Wcześniej mój brat, który mieszka w Hanowerze, ożenił się z Polką. Rodzina Arnoldów silnie związała się z Polską. Moja córka Kaśka świetnie zaaklimatyzowała się w Polsce. Podobnie jak ja, trochę czuje się Polką, jest silniej związana z Polską niż z Niemcami. Uważa na przykład, że Polacy są lepszymi przyjaciółmi.

natomiast ocena jej udziału w pracach parlamentu pozostawiam dla Państwa oceny,,,,

pozdro,,,,,
 

orionblues
 
od czasów starożytnych wiadomo
że człowieka stać na bardzo dużo,

kultowe kamienne kręgi w Stonehenge
świątynie na Ateńskim wzgórzu,
trochę piramid na oceanie piachu
w Egipcie,,,,,,,,,

i na przestrzeni dziejów cywilizacji
zdziałał jeszcze wiele,
co odkrywamy co jakiś czas,

spalił bibliotekę aleksandryjską,
Troję, Rzym, Persepolis
i zburzył wiele ciekawych obiektów,

które stały mu na drodze
kiedy podął ciężki trud realizacji
własnych ambitnych celów,

poznajemy to sukcesywnie podczas
własnej edukacji w placówkach
oświatowych lub na indywidualnej
drodze rozwoju,

wczoraj w popularnym talk-show
Ewy Drzyzgi wystąpił Dennis Avner,
okrzyknięty najbardziej
zmodyfikowanym człowiekiem świata,

ja bym go nazwał najbardziej zidiociałym
kretynem wszech czasów,
ale mniejsza o to,

Dennis woli imię Stalking Cat
(Tropiący Kot),
który bardziej pasuje
do jego obecnego wyglądu,

Dennis poddał się wielu zabiegom
by wyglądać jak ukochane przez
siebie zwierze – Tygrys,

nic nie mam do tego,
aby kochać zwierzęta,
absolutnie,,,

sam uważam, że ta cecha wyróżnia
człowieka od innych,,,,,
są bardziej szlachetni
i pogodni duchem,

ale nie słyszałem
aby któremuś odbiło jak temu
popaprańcowi od tygrysów,

ludzie kochają różne zwierzęta
sam uwielbiam psy
i mam z nimi kontakt,
ale po jakiego gwinta
miałbym się zsabaczyć fizycznie?

całkowity bezsens!!!!!!!!!!!!

jest u nas w kraju wiele ciekawych
ludzkich osobowości na skalę światową,
którzy mają pasję i wiedzę,
pracują gdzieś w gminach po stodołach
i szukają taniego populizmu,

bo nie mają na to czasu,  
nie przeklinają, nie wyzywają nikogo
publicznie, nie olewają pomników,
nie palą opon, nie przykuwają się
do kaloryferów, nie biegają z siekierą
po ulicy czy kinach i teatrach,

bo są normalni i pracowici,
a możliwe jest, że za jakiś czas
wszyscy będziemy korzystać
z ich osiągnięć,

bo wielu z nich opatentuje
swoje wynalazki,

a tych z których nie ma najmniejszego
pożytku już okupują wszelkie
programy telewizyjne
i ciągle gadają, gadają, gadają
a nas zbiera na wymioty,

to zaczynają ściągać ze świata
dziwne okazy homo kretynus
aby nas zaskoczyć,

a ja chcę normalności
takiej zwyczajnej
ludzkiej i ciekawej,

nie musi być z dalekiego świata,

niech będzie chłop
z Pierdzielewa Ciemnego,
tam też mieszkają ciekawi ludzie
ale bez ogonów,,,,,
tygrysich z tyłu,

ale łby mają wyjątkowe
a czyny ich ciekawe
i pasjonujące,

pozdro,,,,