Wpisy użytkownika orionblues z dnia 20 sierpnia 2008

Liczba wpisów: 14

orionblues
 
nic za bardzo nie mogę napisać,
o tym wykonawcy,
ale utworek jest przedni,
jego styl śpiewania jest bardzo ciekawy,
no i oczywiście głos,
na te porę w sam raz,
polecam gorąco,,,,
pozdro,,,,

 

orionblues
 
będę musiał zainteresować się,
tym wykonawcą,
ta nostalgiczna ciepła ballada,
jest wręcz klimatyczna,
nastrojowa,
tak kawowa i spokojna,
rytmika jest taka kojąca,
polecam,,,,,,
pozdro,,,

 

orionblues
 
już dawno chciałem zaprezentować,
ten utwór na moim blogu,
ale jakoś nie było okazji,
dziś jest wybitna okazja,
pozdro,,,,,


 

orionblues
 
bardzo cieplutki i wspomnieniowy utworek,
w pewnym okresie moje życie,
zatrzęsło się w podstawach,
i zmieniło radykalnie na pewien okres,
oczywiście przez kobietę,
ale to już historia,
niech to bada teraz IPN,
pozostały wspomnienia,
zapisane w tych nutach,
gdy słyszę ten zapach dźwięków,
to reszta sama wraca jawą,
muzyczną tamtych chwil,
upojnych,
och ta muzyka,,,,,,,,
pozdro,,,

 

orionblues
 
Przykro mi, że młoda osoba doświadcza na swej drodze takie skrajne przypadki związane z pierwszą pracą. Absolutnie nie twierdzę, że jest tak wszędzie i wszyscy tacy są, pracodawca ma swoje prawa, ale pracobiorca też,  niestety.
Znam też przypadki pracowników, którzy w sposób fantastycznie bezczelny, olewali swoje obowiązki służbowe, żądając za to godnej zapłaty.

Ale wracajmy do sprawy;
,, pracowałam jako kelnerka w restauracji, w której resztki ze śniadania powtórnie podawano gościom. Odeszłam. Szef nie zapłacił za wykonaną pracę''

Słowa oszukanej przez pracodawcę;
,, pracowałam jako kelnerka (wraz z kuzynką) po 3 - dniowym okresie próbnym zostałyśmy zatrudnione. Pracodawca zaproponował nam stawkę 5 złotych za godzinę z wyżywieniem i zakwaterowaniem. W dzień kiedy przyjechałyśmy do pracy, pracodawca oznajmił nam, że pieniądze za pracę wypłaca dopiero po 2 miesiącach (po całym sezonie) - pensja powinna być chyba wypłacana po miesiącu. Postanowiłyśmy, że zostaniemy. Już pierwszego dnia nie wykonywałyśmy pracy, do której byłyśmy zatrudnione - sprzątałyśmy pomieszczenia sanitarne (kuchnia, zmywak, łazienki, stanowisko do przygotowania warzyw). W umowie był zapis, że mamy obsługiwać gości jako kelnerki''.

Co tu można dodać, Pan i władca pracodawca traktuje człowieka jak niewolnika, ustala swoje zasady funkcjonowania świata. Z tej relacji wynika jasno, że i klienci jego zakładu gastronomicznego, traktowani są jak osobniki oborowe, zeżrą wszystko.

Jednym słowem podłość do entej potęgi.

Bywam w szerokim świecie i korzystam z różnych usługodawców gastronomicznych w sezonie letnim, ale nie tylko. Sumując moje doświadczenia wychodzi mi, że 50% jest godnych polecenia, a reszty nie poleciłbym nikomu. Są zakłady gastronomiczne w których normalnie śmierdzi, ale są lokale z klasą i sympatyczną obsługą, z którą można zrealizować fantastyczne dania.

Dam przykład; w jednym z lokali zamówiłem kartacze, podano tylko jedną porcję, skończyły się świeże, kelnerka proponuje inne dania do wyboru. Ale nie śmiało zapytałem, czy wczorajsze zalegają lodówkę, sprawdzę powiedziała i znikła. Są jeszcze cztery usłyszałem, ale kucharka nie wyda, bo szef zabronił, tak orzekła szefowa kuchni.
Uprzejmie poprosiłem o telefon do szefa, powiedziałem krótko, że zamawiam wczorajsze, ale podsmażone na patelni, bo kocham takie kartacze, taka była tradycja w moim domu. Szef się zgodził, ale pod dwoma  warunkami, że zjem na własną prośbę i są gratis!
O nie powiedziałem, płacę na własną prośbę jak za świeże! A On stanowczo nie! Zdoda!
Po niesamowicie smacznych kartaczach, specjalnie podbrązowionych przez szefową kuchni, czułem się jak w domu za dawnych lat, było rajsko, cały czas wspominałem mamę śp.
Miałem trudności ze wstaniem od stolika, poprosiłem kelnerkę i na własna prośbę postawiłem obsłudze lokalu ich ulubione napoje (nie ważne jakie).
Ponadto pogadaliśmy trochę o ich pracy, byłem zaskoczony kulturą szefa i jego formą i zasadami jakie wprowadził w zakładzie.
Otóż był zeszyt marzeń, tam 12 osobowa załoga wpisywała wszystko dla dobra ich wspólnoty zakładowej, nigdy nie było problemów, każdego 15 szef udzielał zaliczek szczególnie sezonowym pracownikom, bo twierdził, że też kiedyś był młody i miał straszne potrzeby finansowe.
Te kelnerki i część kuchni zawiera umowę o pracę tuż po sezonie na rok następny, wszyscy podpisują z radością!

A więc można żyć i pracować normalnie, we właściwych relacjach jako zespół zakładowy, twarzą do klienta. Wszystkim pracownikom sezonowym życzę takich warunków w pracy.    

(opisany zakład znajduje się 50 km przed Gdańskiem, kelnerki to studentki UG i PG, pracują tam już trzeci sezon i są bardzo zadowolone, we wrześniu planują wypad do Hiszpanii)

pozdro i smacznego w takich lokalach,,,,,
 

orionblues
 
takie rodzynki muzyczne,
to ewenement bardzo rzadki,
dwie cudowne kapele,
na jednej scenie,
i razem umilają nam chwile,
takim pięknym przebojem,
polecam i pozdrawiam,,,,,


 

orionblues
 
no oczywiście,
nie może,
zabraknąć oryginału,
bo wiem że w kraju,
jest tysiące miłośników U2,
pozdro,,,,

 

orionblues
 
wiecie ale ludzie są porąbani,
znam takich co lubią reagee,
są tacy co kochają reagee,
poznałem też pieniaczy,
co nie cierpią tego gatunku muzyki,
ale co poradzisz,
mają prawo do takiego stanowiska,
to jest tak,
jakby człowiek wypływał na ocean,
i bez przerwy wpływał,
tylko do jednego portu,
reszta i bogactwo brzegów oceanu,
jest mu nie znane,
wnioski niech każdy wyciągnie sam,,,
pozdro,,,,


 

orionblues
 
ale kapitalnie zrobiona,
aranżacja klasyki bitelsów,
normalnie tak smaczne ciacho,
muzyczne, taki skład cukierników,
to efekt musi być kapitalny,
życzę smacznego,,,,,
od tego się nie tyje,,,
pozdro,,,

 

orionblues
 
z dedykacją dla Bożeny,
mam problemy przejściowe,
z tym utworem o który pisałaś,
ale to chwila,
poradzę sobie z nim,
mam nadzieje,
że ten romantyczny kawałek,
zadowoli i nasyci Twa duszę,
spokojem,,,,
pozdro,,,,

 

orionblues
 
tuch me,
tuch me,
tuch me,
to tylko muzyka i obraz,
dla romantyków,
z krwi i kości,
reszta może se darować,
te szepty uniesienia,
tylko dla ludzi wrażliwych,
którym serce bije zawsze,
lekką tęsknotą,
za chwilami byłymi,
lub tymi co nadejdą,
i ustami zapukają,
i łzą radosną rozpieszczą,
spotkaniem tak długo oczekiwanym,,,,
pozdro Bożena,,,,

Willego cały czas szukam,,,

 

orionblues
 
Strony w swoich wypowiedziach przekonują, że takie szczęście kopnęło nas w zadek, że już możemy spać spokojnie, jak niedźwiedzie kanadyjskie.

Polityka międzynarodowa a szczególnie umowy wojskowe, to twardy orzech do ugryzienia dla przeciętnego obywatela. Historia może nam dać przykłady licznych sojuszy, które kończyły się dla nas bardzo różnie.

Ale czasy mamy inne, jest inny układ sił na świecie, my w sumie jesteśmy małym pikusiem na scenie światowych potęg. Jak zwykle kasa decyduje o militarnym wyposażeniu armii, o poziomie technicznego wyszkolenia i wyposażenia.

Nasi historycy, co raz przypominają nam  o tradycji oręża polskiego, kalendarz jest pełen historycznych przykładów męstwa naszych chłopaków. Poczynając od prapoczątków naszej państwowości, obecni jesteśmy praktycznie na całym globie, w różnych okresach rozwoju cywilizacji globalnej.  

Dawne konflikty zbrojne w europie pozwoliły nam na krótko być potęgą od morza do morza. Natomiast glorii bitewnych mamy też sporo, jak zwykle o wolność naszą i innych. Polscy generałowie byli cenieni za prekursorskie myślenie  i osobiste umiejętności inżynierskie.

Dla przykładu Kościuszko budował na ziemi amerykańskiej podwaliny pod ich największą i najlepszą akademię wojskową na brzegu rzeki Hudson, około 80 km na północ od Nowego Jorku.
Miejsce na konstrukcję fortu zostało wybrane przez George'a Washingtona, a fortyfikacje zostały zaprojektowane przez Tadeusza Kościuszkę w 1778 r. Generał Washington uważał, że West Point był najważniejszą pozycją obronną na całym kontynencie północnoamerykańskim.

Jeszcze jest wielu polskich generałów którzy byli cenieni w świecie, tworzyli oni obraz narodu nad Wisłą, osobiście dawali przykład męstwa, mądrości i oddania sprawie.

Były lata chwalebne naszego oręża, Viktoria wiedeńska zmieniła bieg historii, cud nad Wisłą też został zaliczony do historycznych wydarzeń świata.

Nie wspominam o zaborach, bo to zupełnie inna sprawa, ale należy pamiętać zawsze o tych smutnych doświadczeniach narodu zawsze.

Lata komunizmu też pominę świadomie, o braterstwie z armią czerwoną też, o sojuszu warszawskim, nie czas i miejsce, złożona historia o innej skali problemu.

Wypada wspomnieć o smrodzie z 1939 roku, mieliśmy układy z krajami zachodnimi, te sojusze okazały się gówno warte. Podobnie jak pakt o nieagresji z sowietami, bo oni już zawarli z nazistami układ o podziale Polski. Który precyzyjnie zrealizowali na oczach świata.

A cóż nas teraz czeka, stoimy jak wilczur przy nodze wielkiej potęgi światowej, za granicami mamy drugą potęgę, którą naród poznał wielokrotnie na własnej skórze.
Po 45 roku dosiedli się nam do polskiego stołu, i w żaden sposób nie mogliśmy się ich pozbyć.
Gdy tylko gdzieś w obozie braterskim socjalistycznym, proponowano im wyjście, to oni natychmiast uruchamiali silniki czołgów naszych braterskich. A podobno stały one u nas, aby nas bronić przed zachodnim imperializmem.
Kochani bracia czerwoni od kopania nas  w dupę, z uśmiechem na ustach, bo to bracia przecież zaślubieni w biciu wspólnego wroga.
Prawda oczywiście była inna, ale za prawdę w tamtych czasach, szło się bezpośrednio do dołu.

Obecne bicie piany też wygląda trochę śmiesznie, teoretyczna obecna teoria o zagrożeniu trzecim, jest bzdurna i śmieszna. Wiadomo, że chodzi o wschodnich byłych braci. Ale pomijając propagandę, mamy prawo zawierać umowy obronne z eskimosami lub aborygenami, kiedy uznamy, że jest nam to potrzebne.
A Rosjanom nic do tego, oczywiście nie musi im się to podobać. To ich prywatna sprawa, z czego się cieszą a z czego smucą.

Reasumując nasi bracia się cieszyli jak stacjonowali u nas, ale myśmy nie byli zadowoleni,
to się nazywa, rechot historii. Świat się zmienił kiedy rozkułaczono CCCP, wiele narodów odzyskało wolność od szczęścia czerwonej gwiazdy.

Ale na starym kremlu budzą się demony imperium sowieckiego, coś z tym diabłem trzeba zrobić, bo nas rozdepczą jak robaka.

Jedyny rozsądny układ to sojusz z ich przeciwnikiem, dla równowagi w  regionie, mając za plecami i członkostwo w NATO, możemy być zabezpieczeni na dzisiejsze układy polityczne i wojskowe.  

W kancelarii premiera podpisano polsko-amerykańskie porozumienie ws. tarczy antyrakietowej. Umowa przewiduje zainstalowanie w Polsce, prawdopodobnie w Radzikowie koło Słupska, dziesięciu antyrakiet do obrony przed rakietami dalekiego zasięgu.

Mnie to osobiście cieszy, jest to konkretny i realny układ partnerski dla nas, jako Polski.
 

orionblues
 
drugi prezencik dla użytkowników portalu,,,