Wpisy użytkownika orionblues z dnia 18 sierpnia 2008

Liczba wpisów: 3

orionblues
 
powoli w ciało wraca życie,
po koncercie wizyta w Ełku (sobota),
potem miałem na trasie Augustów (niedziela),
miałem okazje wreszcie,
odwiedzić przyjaciółkę,
posiedzieć pogadać o czasach słowiańskich,,,,
he,he,he,,,,,

ale od początku,
Irek przyleciał tydzień wcześniej z NY,
w czwartek 14.08 wizyta na stawach,
u kolegi Mariana i bardzo, długa,
wyczerpująca kolacja,
powrót do Suwałk w nocy,
trochę snu, rano prysznic, śniadanko,
i wyjazd do Ełku po bratową,

w Ełku,
obiadek nad jeziorem,
i w trasę Pontiakiem na Mikołajki,
do Woźnic na koncerto Nazarethów,
cały czas wisiały chmury nad terenem,
na pół godziny przed koncertem,
deszcz nie wytrzymał,
i począł powoli się rozkręcać,
ktoś tam grał przed Nazaretem,
ale wzbudził małe zainteresowanie,
wszyscy przygotowywali się duchowo,
na Nazareth, wiecie,,,,,,,,,

karkówki, żeberka, golonki,
i wszelkie napitki mocne i słabsze,
ale o tym w drugiej części,,,
pozdro,,,,

 

orionblues
 
tylko Nazaret wkroczył na scenę,
mokry i bezczelny deszcz,
począł wszystkich demokratycznie zwilżać,
im kapela głośniej grała,
tym bardziej deszcz moczył wszystkich,
ale wszyscy  zemścili się na deszczu,
bo nikt na niego nie zwracał uwagi,
niech se ta pierońska ulewa też posłucha,
NAZATERHU!!!!!

to te przebrzydłe bydle,
tak zaczęło walić piorunami,
wszyscy myśleli,
że ta pieruńska burza,
scenę rozwali, zaczęło być niebezpiecznie,
bym powiedział, super niebezpiecznie,,,,

a co o muzyce,
Nazareth odpalił całą moc pary,
jaką miał do dyspozycji,
krystalicznie czysto dawał czadu,
przebój za przebojem,
publiczność sama śpiewała zwrotki,
staraliśmy się zagłuszyć,
te walące obok pioruny,
czasami nam się udawało,
radocha była przednia,
normalnie potop, błoto po kolana,
nikt na to nie zwracał,
absolutnie uwagi,

nie było tam wymoczków,
sami nazaretanie!

ale kiedy pierun walnięty,
walnął gdzieś 100 m od sceny,
to jednak wszyscy doszli do wniosku,
że życie nasze i nazaretanów,
jest cenniejsze,
przerwano koncert wielkimi brawami,
wszyscy byli tak mokrzy,
jedynie słuch był suchy,
zrozumieliśmy szybko,

że czas wynieść ciała pod dach,
bo to może sie skończyć,
jednym wielkim grillem z nas wszystkich,
nikt nie miał żalu do nikogo,
wściekła burza waliła jeszcze godzinę,
a myśmy sobie walili w barze,
jej na złość!

Jeszcze ze trzy godziny po koncercie,
wszyscy bawili się po królewsku,
i było fest! Super!
Najważniejsze,
że wszystkie szlagiery Nazarethu,
jeszcze mi szumią w uszach,
było super, szkoda,
że Was tam nie było!
pozdro,,,,

 

orionblues
 
zapomniałem dodać,
że wąsy walnełem sobie,
na pomarańczowo,
taka usługa była dostępna,
dla koncertowiczów,
było superancko,,,,,
pozdro,,,,