Wpisy użytkownika orionblues z dnia 31 lipca 2008

Liczba wpisów: 3

orionblues
 
Humbak jest, a gdzie komitet powitalny?

Gdzie nasze służby dyplomatyczne, to wydarzenie na miarę lata, może siły natury akredytowały go na Bałtyk. Humbak długopłetwiec to  znakomity gość i dobry znak dla naszego morza, tylko czy my potrafimy to właściwie odczytać. Bądź mądry i pogadaj z nim, on podobno cudownie śpiewa,  ssak łożyskowy z rodziny fałdowców, rzędu waleni, występujący we wszystkich oceanach. A tu masz, wizyta nie spodziewana dużego gościa, długość ciała tego płetwala to od 14 do 19 metrów, jest na co popatrzeć. Waga też niczego sobie, średnio 50 ton, umiłowany pożeracz rybek, ja też lubię rybki, ale gdzie mi do 50 ton. Humbaki to ciekawe stworzonka oceaniczne, ma bardzo długie płetwy piersiowe, podobne do skrzydeł. Może płynąć z prędkością do 27 km/h i nurkować do głębokości 250 m pozostając pod wodą nawet 30 minut, temperatura ich ciała jest stała i wynosi 37 °C. A człowiek 36,6,  to praktycznie jesteśmy bracia temperaturowi, pomijając te 0,4 stopnia. Tylko ta waga i długość, już se wyobrażam jak płynę obok niego, a może pomyśli, że dorsz jestem, br,br,br.
Znane są ich akrobatyczne wyskoki ponad wodę, na którą opadają z hukiem porównywalnym do wystrzału armatniego. Długopłetwiec słynie z wyjątkowych pieśni, niskich dźwięków o wielkiej mocy słyszalnych na przestrzeni setek kilometrów, których złożone serie strof zmieniane są corocznie i prawdopodobnie są one elementem zalotów. Może wyda u nas płytę z pieśniami miłosnymi, to by była rewelacja, studio przy sopockim molo, a on na grzbiecie walnie ze cztery szlagiery na festiwal. Jak będzie konkurs na imię dla sympatycznego humbaka, to ja proponuję Felek brzegowiec. pozdo,,,,,  



 

orionblues
 
pozdro wszytskim pamiętających czasy kiedy rodziła się muzyka,,,,,

 

orionblues
 
refleksja warszawska,,,,,,

ostatni raz na Powązkach żegnałem Jacka Kaczmarskiego,
smutna celebra, cisza, wokół znajome twarze,
urna dostojnie wierci pamięć jego słowami,
szkoda, tyle pieśni krążyło w dłoniach zamkniętych,
solidarni w kroku szliśmy ku przeciwnościom,
nastał kres, nie usłyszymy Go już nigdy, jego głosu,
nie zobaczymy jego gorącej zadumy z gitarą,
potem były recytacje, ostania pieśń i gromnice,
stawiane w tysiącach płomieniami drgającymi,
w lekkim deszczu, postaliśmy zamyśleni chwilę,
gdzieś w tłumie po raz ostatni,,,,, runął mur,,,,,
przebiegł zwrotką smutną i uciszał się powoli,
w łzach ostatniego pożegnania,
ludzie smutek kryjąc pod parasolem,
po cichu jak cienie, wracali do życia.
Ja udałem się alejami w historię naszą,
leżą tu chłopcy, 14 lat, powstaniec,
18 lat, Ania, obok Krzysztof, lat 17,
powstaniec,,,,,,,,
Boże pomyślałem, na jednym podwórku,
bawili się jako dzieci, by z czasem grabki,
zmienić na bagnet, karabin, granat, cierpienie,
i umrzeć wśród drzew, owocem niedojrzałym,
kiedyś bawili się w chowanego, w tej zieleni,
dziś śmierć ich znajduje wściekłym rechotem,
karabinów maszynowych, których im brakuje,
daj im Panie łaskę, ile miłości młodej,
nie spełnionej, przytuliła śmierć parami,
a tyle słów mieli na ustach, gdy zabrakło,,,
gdy zabrakło,
tchnienia jednego,
by rzec słowo ostatnie,,,,
to dla ciebie,,,,, Warszawo,,,,,,,
moja,,,,,,,,,

przyjaciele moi,
jak mnie słyszycie,
wierzcie mi, gdybym mógł,
byście poczuli ramię moje,
w szeregu Waszym,,,,,,,