Wpisy użytkownika orionblues z dnia 29 kwietnia 2008

Liczba wpisów: 5

orionblues
 
Czy jest człowiek na ziemi, który odważy się opisać głębię tej tragedii?

Trzy dni siadałem do komputera, aby napisać mój stosunek do tych wydarzeń, i nic.

Rodzina, wszystkie nasze kanony pojęciowe wysychają w obliczu tej rzeczywistości. Osądzanie i dywagacje prawne więdną i są małostkowe, wobec tego ogromu strasznych faktów z życia ludzi. Kiedyś Zofia Nałkowska w ,,Medalionach'' napisała; ,,ludzie sami sobie zgotowali ten los'', ale czy to załatwia ten problem, fakt, czy możemy zapomnieć i dalej spokojnie popijać herbatkę?
Wydaje się sumując minione wieki i przypadki skrajne, że mniej więcej znamy stwora człowieka. Patrząc na półki z książkami, ile tam intelektu, poezji, wyznań i poszukiwań pozytywnych dla pokoleń. Akceptujemy tragizm faktów historycznych, było i minęło, staramy się być rozumniejsi i postępowi, aż tu nagle przypadek sprawia, że budzimy się z letargu błogiego spokoju. Ohyda wyłazi na światło dzienne, człowiek, wraz ze swoimi możliwościami bezgranicznymi. Co siedzi w naszych głowach, co i kiedy może się zbudzić, i w kim? Na co nas stać jeszcze, jakie jeszcze fakty dadzą na w pysk! Gdzie jeszcze wyskoczy wrzód na organiźmie społecznym i w jakiej formie. Czego możemy oczekiwać od przyszłości? Jak będą teraz żyli ludzie, główne postacie tego spektaklu rzeczywistości. Sześcioro dzieci, przecież prawda dotrze do nich? Nie podejmuję się dywagacji na ten temat.
Wystarczy mi na długo, 24 lata koszmaru w piwnicy z resztą faktów.
 

orionblues
 
Ostatnie wydarzenia w Warszawie w klubie ,,Lemon'', to czubek góry lodowej. Banda wściekłych osiłków, którzy zamiast mózgu mają śmierdzącą skarpetę własną, stanowią w demokratycznej Polsce siły porządkowe. Dawne ZOMO zeszło do klubów i dyskotek!
Właściciele widocznie mają podobny poziom kultury, nikt zdrowo myślący nie zatrudnia wściekłego burka do pracy w lokalu gastronomicznym. Ochroniarze, nowe słowo, określające dumnie, że goście lokalu mogą swobodnie bawić się do upadłego. Jak polska długa i szeroka, takie przypadki są wszędzie, może trzeba weryfikować poziom człowieka do tej funkcji? Przecież bardzo łatwo odróżnić ,,dyszel'' od sprawnego fizycznie młodzieńca. Może właścicieli lokali należy skierować na badanie wzroku. Jest jeszcze jedna skrajna możliwość, lokal jest we władaniu bandy, mafii. Lub druga, mafia zmusza właścicieli do zatrudniania swoich ,,orczyków'' bez mózgowych do ochrony? Przypominam sobie słynny atak sił specjalnych policji na klub we Wrocławiu, tak to prawda! Policja potrafi wszystko!

Wobec tej niebezpiecznej sytuacji, należy powołać jednostki specjalne do ochrony gości restauracji i klubów. Oczywiście nie działających w strukturach policji, prywatne siły z kłonicami. Wzywane na telefon, za odpowiednią opłatą, aby dokonały aktu sprawiedliwości na bandytach ochroniarskich.
Wtedy siedzimy spokojnie popijamy piwko, a na zapleczu nasi przedstawiciele w sile dwóch ciężarówek, tłumaczą bystro ochronie, stosunek szerokości dyszla do jego długości, i jak to się ma do zasięgu rażenia!
 

orionblues
 
Dosłownie siadasz przed TV i się leczysz, widzisz szczęśliwe twarze ludzi, którzy po zażyciu specyfiku skaczą po dachach. Spokojnie można powiedzieć, że na 100 reklam, 75% to specyfiki medyczne. Nie będę wymieniał, na jakie dolegliwości można być wyleczonym, szybciej będzie wyliczyć te,  na które nie ma szarej maści. Nie pytałem się lekarzy co o tym myślą, ale domyślam się dokładnie, co myślą. Koncerny prześcigają się w sposobach wyleczenia nas z kasy, kup a potem konsultuj się z grabarzem!

Na samą walkę z bólami można doliczyć się 40 rodzajów tabletek, maści i granulatu. Jakie będą skutki telewizyjnego leczenia zobaczymy po czasie, leczyć ból to jedna sprawa, a leczyć przyczynę, to już zupełnie inna broszka.

Nie jestem lekarzem, ale z logicznego myślenia tabletka nie zwalnia.

Oczywiście, prościej jest popatrzeć na ogłupiającą reklamę, spisać nazwę i kupić w spożywczym lub aptece. Potem zaaplikować w bolący organ, a lek sterowany instynktem reklamowanym, sam przywali w to bolące miejsce i po ptokach. Przez parę dni czujemy się dobrze, potem przy najmniejszym strzyknięciu w okolicach kiedyś bolących, znowu łykamy cud tabletkowy, i ulga. Ale pozorna, jak uczy życie i medycyna profesjonalna, okazuje się, że jesteśmy w ślepym tunelu.

A dlaczego doktorze pytamy, nie mogła Pani przyjść pół roku wcześniej, leczyła się Pani gdzieś? Panie doktorze w telewizji pokazali taki,,,,,,,,,,,,,,,,, niech Pani przestanie warknął doktor.
Proszę mnie nie posądzać o koniunkturalizm i stronniczość, ale znam kobietę która 3 lata leczyła się z bólu wątroby, do sklepu miała bliżej niż do lekarza. Teraz ma bliżej na cmentarz! Ofiara dobrego samopoczucia po granulatach telewizyjnych!

Wszyscy mamy dostęp do wszelkiego rodzaju narzędzi, można je wszędzie kupić bez recepty, to dlaczego samochód prowadzimy do fachowca? Przecież on używa tych samych narzędzi, jakie mamy w naszym garażu? Jak wysiądzie TV, też możemy sobie kupić dowolny podzespół układu scalonego i wymienić, ale nie wołamy fachowca!
Bo to są skomplikowane urządzenia myślimy sobie, to musi być koniecznie fachman.
       
No cóż, a zdrowie nasze, czy można porównać z telewizorem, samochodem? I w tym momencie jesteśmy ofiarami reklamy przekonującej, siedzi smutas i odmawia udziału w imieninach. Ale dobry kumpel ma receptę genialną, weź stary to, już widzimy jak smutas za dotknięciem czarodziejskiej ,,tabletki'' skacze na imieninach! Bez wizyty u doktora! To co my robimy, łykamy i w tany, może po raz ostatni!
Trumien nie reklamują, a może powinni?

Przed cudownymi środkami z apteki telewizyjnej, powinna ostrzegać taka reklama; bierzesz tabletkę i budzisz się w szczelnie zamkniętej trumnie, ciemno głucho i do życia daleko. A diabełek Ci pokazuje alternatywna drogę, którą należało pójść. Oczywiście, truchtasz z bólem do fachowca, on Ciebie bada, osłuchuje, kiwa głową, ale jest nadzieja. Aplikuje specyfiki i każe trzymać reżim rekonwalescencji, jak chcemy jeszcze pooglądać telewizję i ulubiony serial o miłości, ludzi jeszcze żywych. Ale już jest za późno!

A mogło być inaczej, ale życie się stableciło medialnie!
 

orionblues
 
Nic nam tak dobrze nie wychodzi jak produkcja nominacji, surowiec pod ręką, maszyny do produkcji też sprawne i polskie, tylko nominować. Dożyjesz brachu pewnego wieku w zielonym mundurku, a tu raptem jak walnie z góry szlifem, i już jesteś generalismus. Chodzisz sobie w tych szlifach, a wszystkim łydki drżą na sam widok.

G e n e r a ł, to brzmi dumnie, jaka piękna historyczna polska aleja generalska; Kościuszko, Chłopicki, Dąbrowski, Sowiński, Puławski, Bem,  Maczek, Anders, Chruściel, Kopański, inni. Sam kwiat rycerstwa polskiego, duma i chwała oręża dla innych nacji w świecie.

A co teraz, co mamy nominować i do jakich zadań? Jaki klucz zastosować i czyją zasłużoną pierś wybrać? Szyjki swędzą na takie białe paseczki w otoku, ale trzeba coś sobą reprezentować, oprócz zielonego koloru maskującego.
Obecnie jest jeden, który jest szefem sekretariatu ministra obrony, to jest to! Jak może być inaczej, jak u ministra może służyć jakiś tam pułkownik. To musi być tak oddany jak Sowiński na Woli, ostatni szaniec obrony ministra! Byle pułkownik nie poradzi sobie z takim bunkrem ministerialnym. Nominować i już!
Z zaprzyjaźnionych okopów wiadomo, że kumoterstwo i kolesiostwo w wojsku, to podstawa bytu w sferze nominacji i awansu. Fachman bez układów nigdy nie wylezie z rangi szeregowca. Zawsze niższy rangą liże cholewki starszemu, i tak aż do samej góry. W sumie przyjaźń nie jest złym objawem, a tym bardziej w okopie pod ostrzałem. Nowe pokolenie naszych wojaków, wychowane na czterech pancernych i sabace, to szkoła odwagi i patriotyzmu. Męstwa nam nigdy nie brakowało tylko broni, gdybyśmy mieli niemiecką broń w 39, to ho, ho! Na urlopy chłopaki pojechaliby do Paryża na tygrysach, a wiadomo paryżanki za kołnierz nie wylewają.
Ale się rozmarzyłem, wracając do szlifów; tak poważnie to współczuję dla nie nominowanych, bo są między młotem a kowadłem. Wiadomo jaka miłość jest między dwoma urzędami państwowymi, o ile da się coś kopnąć, to jest pewne, że się kopnie!
Gdyby było po 8 z PO i PiSu, to może przeszłaby cała lista, a tak nie będzie sobie nominował ludzi nie znanych, kape? Jak się komuś coś da osobiście, to się ma wiernego i oddanego na zawsze.
 

orionblues
 
Ale jak wytłumaczyć fakt, że pociągi jeździły po zaminowanym wiadukcie od 1945 roku? Przecież przepisy nakazują co jakiś czas sprawdzić stan obiektu, pod względem bezpieczeństwa. Ktoś miał to w zakresie obowiązków od 63 lat! Ale wiadomo kolej, to państwo w państwie, oni się rządzą swoimi przepisami. Całkiem możliwe, że wiedzieli o tych ładunkach, wiedzieli też, że wiadukt jest stary i kiedyś trzeba będzie go rozebrać. A więc w ramach oszczędności, czekali na odpowiedni czas, ładunki są, tylko detonator i po wiadukcie. Proste jak konstrukcja cepa! Chytre te kolejarskie głowy i jakie gospodarskie, wszędzie znajda oszczędności. Ciekaw jestem co teraz powiedzą szpece od pośpiechów i automatycznych blokad na torach.
Już nie będę dywagował, gdyby kiedyś ładunkom się znudziło czekać na swego sapera, i same się wysadziły w kolejowe przepisy o bezpieczeństwie.

,,30 kilogramami trotylu i 14 pociskami moździerzowymi był obłożony filar wiaduktu kolejowego w Rybniku (Śląsk). Ładunki wybuchowe odkryli robotnicy podczas prac remontowych.''

Dyrektor jest zdziwiony, że po wojnie nikt dokładnie nie sprawdził wiaduktu. Ktoś widocznie sfuszerował robotę - mówi. To mamy rozumieć, że tylko w czasach powojennych sprawdza się mosty, wiadukty? A Pan dyrektor to przedwojenny, czy powojenny, wiadukt? Niech sprawdzi kieszenie i skarpety, może zaminowany?