Wpisy użytkownika orionblues z dnia 19 kwietnia 2008

Liczba wpisów: 12

orionblues
 
Właśnie słucham koncertu z Radia Wrocław poświęconemu twórczości Jana Kaczmarka i targają mną wątpliwości. Szanuję twórczość Janka od samego początku od 1969 roku, i następne jego kreacje kabaretowe i inną twórczość. W latach 70 jego piosenki były klasyką nuconą przez młodych ludzi, natomiast jego spotkania  z młodą Panią lekarz, zwalały z nóg.
Bardzo często nad jeziorami mazurskimi wieczorami, można było usłyszeć jego piosenki na biwakowych polach, było to bardzo sympatyczne. Świadczyło to o jego popularności i głębokim szacunku do jego twórczości. Sam często z gronie przyjaciół śpiewałem jego cudowne, pełne humoru utwory.  

Nagrywając dzisiaj jego piosenki w wykonaniu innych artystów byłem zaskoczony, zdziwiony, zastanowiła mnie, tak daleko idąca interpretacja jego szlagierów. Czy to ma sens?
Absolutnie nie neguję wartości i poziomu występujących artystów, cenię ich za indywidualną twórczość.
Można na przykład nakręcić ,,W pustyni i puszczy'' w Puszczy Białowieskiej w zimie. Oczywiście nie zmieniając nic z fabuły sensacyjnej, ale czy to ma sens?

To samo tyczy się melodyki utworów Kaczmarka, czy młode pokolenie doceni głębie jego tekstów z inną melodyką. Janek Kaczmarek,  klasyk pokoleniowy, powinien pozostać w tej zapamiętanej formie kabaretowej. Wątpię w to, aby ktokolwiek po tym koncercie śpiewał jego utwory nad jeziorem. Jego twórczość powinna być z wielu powodów popularyzowana, wznawiana, aby była dostępna innym pokoleniom.
W teraz  w nowej melodyce pozostanie ona na deskach scenicznych, nie wypłynie na szersze forum, szkoda.
 

orionblues
 
Po latach wielkiej miłości braterskiej, wszystko wraca do starych układów polsko - rosyjskich. Minęły czasy ,,niedźwiedzich'' powitań na lotniskach, teraz to nima możliwości nawet przelotu na ich głowami. Jakby sobie mógł pozwolić Putin, aby nasz prezydent był nad nim! Absolutnie! Ciekawy jestem, gdyby polacy chcieli pieszo udać w pielgrzymce go Gruzji z Rydzykiem na czele, to dostaliby pozwolnie, czy nie? Może nasza delegacja jest nosicielem jakiegoś wirusa na rusa?
Może bali się, że jak samolot spadnie na gościnną ziemię ruską, to delegacja się rozejdzie po narodzie czapajewskim i będzie po nich? Chyba nie myśli Moskwa, że wylądowaliby po cichu gdzieś w krzakach, a naród rusów poprosi o azyl polityczny w polsce?
Musi coś być na rzeczy, bez istotnego powodu nie byłoby obaw przelotowych.
Całkiem możliwe, że rosjanie boją się naszego braterstwa z gruzinami, przecież to naród który zrodził Stalina? Gdyby zrobić klona i wymieszać; naszą polską waleczność i podstępną chamotą Stalinowską, oj zgroza zapanowałaby w całym narodzie moskali.
Czy można sobie wyobrazić, aby Plac Czerowny nazywał się Plac Cudu nad Wisłą, lub Batorego? Całkiem możliwe, wszystko trzeba brać pod uwagę, a może polscy naukowcy wyniuchali coś w Poroninie? Jak Lenin miał problemy z klimatem rosyjskim, to dochodził do siebie wśród górali, a oni wiadomo, sprytne chłopy z ciupagami. Zbratać górala z gruzinem, to co wyjdzie, mieszanka wybuchowa, znowu zagrożenie dla kremla.  
Całkiem możliwe, że rosjanie coś przeczuwają, im polak dalej na wschodzie, to ruski niedźwiedź w zagrodzie.  
Rosja nie wydała zgody na przelot rządowego Jaka-40 przez jej terytorium z oczywistych powodów, strach przed niewiadomym skutkiem tych kontaktów. Jak polacy wypiją szlachetnego gruzińskiego wina i policzą wrzody ruskie na ciele? To niet, niet, niet!
 

orionblues
 
Pokolenie JP II, ma różne przypadki losowe, tak jak życie. Ale kiedy przekreśla się przyszłość trojga ludzi, to budzi grozę i zmusza do refleksji.
O co tu chodzi, gdzie jest zakopana ,,miłość i troska o bliźniego''?
Dlaczego uczennica szuka pomocy przykuta do kaloryfera? Czyżby już wszystko zrobił świat klęczących dorosłych, w imię praw oświatowych i wiary?
Tyle piany się bije na temat poczęcia, ochrony życia i praw dziecka! Ale to chyba tylko przy okazji wyborów, bo potem życie biegnie swoim chamskim i obojętnym torem, na wszystko co ludzkie.
Młoda uczennica uległa pokusie i zauroczeniu, skutek ciąża.
To co robi ,,cywilizowany'' świat, kopa w tyłek i za mury szkolne. Bardzo wychowawcze i przyszłościowe, a niezmiernie katolickie!

Potem wszyscy rwą włos z głowy, bo znaleziono martwego noworodka!
     
Tyle jest organizacji wspierających różne ciężkie przypadki losowe, i co, gówno!
Wszyscy mają głęboko w śpiewniku nieszpornym jej problemy z ciążą.
A może to nasza wina, że nie przygotowaliśmy jej właściwie do dreptania po ścieżce życia. To co lepiej ją zastrzelić i po problemie? Gdzie są te mohery z Rydzykiem, walczące o nie narodzone życie? A może im tylko chodzi o embriony, bo dziecko to bachor, którego trzeba karmić?

,,Należy być otwartym na ludzkie problemy, na ludzki ból i nie zapominajmy w pędzie po dobra materialne o bliźnim, o ludzkim cierpieniu'' to słowa JP II!''    

Jak to się ma do życia codziennego, czy to tylko chwyt propagandowy na spędach katolickich? Klan klechów uwielbia, jak naród w tysiącach śpiewa pieśni pokutne, wszyscy zjednoczeni w wierze, ale tylko w tej chwili bicia piany katolickiej.
Na mój gust taka sytuacja nie powinna mieć miejsca w naszym KATOLICKIM kraju, bo  bicie dzwonów kościelnych w tej sytuacji, jest kłamstwem publicznym.

Nic tak nie boli jak życie, właśnie doświadcza tego młoda kobieta - matka.

Ona już została ukarana obecną sytuacją życiową, należy się jej pomoc w szerokim zakresie.
Powinna uzyskać pomoc od szkoły i innych służb społecznych w tej sytuacji. Szkoła powinna być przygotowana na takie przypadki, jak piec na zimę w węgiel. Kto myśli inaczej, to ofiara zakłamania i słuchacz piernikowego radia.
Wstyd mi za taką cywilizację i wiarę. A dlaczego?
Bo kościół wpycha swoje trzy grosze wszędzie, ale dba tylko o swoje materialne i polityczne interesy!
Co tam jemu jedna zagubiona duszyczka w ciąży!
Widocznie to nie dziecko księdza!
Nie dziecko oświaty!
A więc poszła, WON!
Amen!
 

orionblues
 
Nie róbmy z pingwina dyrygenta, mimo dużego podobieństwa, ale poważnie nie oto chodzi.  

Górnik zwróci Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski prezydentowi, w związku z nadaniem obywatelstwa piłkarzowi. Prezydent Lech Kaczyński nadał Rogerowi Guerreiro polskie obywatelstwo. Kropka.
Z tego co widać mamy problem, bo jasno widać, że jednemu to wisi, a drugiemu nie. Mamy dwa oblicza patriotyzmu, górnicze i gabinetowe. W sumie chodzi o trawę i zszytą skórę w  kształcie piłki, nadmuchaną, a problem poważny - kto będzie ją kopał w naszych barwach narodowych.
Ja Pana Czesia rozumiem i popieram, dodam jeszcze parę innych detali do kotła piłkarskiego.

Ale to potem, górnik ma normalne podejście do życia, mocno wierzy w to, że nie pieniądze decydują o sprawiedliwości, a prawo. Jak człowiek pracuje, to trzeba go godnie wynagradzać. Jak wysyła wnuczkę do szkoły, to po nauki, a nie molestowanie seksualne. Jak lekarz leczy mu żonę, to ma leczyć fachowo i uczciwie, a nie doić z kasy. Jak wsiada do taksówki to jedzie do celu najkrótszą trasą, a nie pięć razy dłuższą i dziesięć razy drożej. Jak kupuje mięso na obiad, to ma to być produkt zdrowy, a nie uciekający ze stołu. Jak wysyła paczkę do brata to oczekuje, że paczka dotrze z tą samą zawartością. Jak idzie do parku pospacerować, to ma prawo posiedzieć wśród zieleni spokojnie na ławce, a nie być zaczepiany przez wyrostków nawalonych. Jak ktoś z polityków jest zdrajcą narodu, to automatycznie trafia pod Trybunał Stanu, a dzieje się inaczej, górnika to bardzo boli i smuci.
Zgadzam  się całkowicie z Panem Czesławem.

Wracajmy do piłki i jej oblicza współczesnego w naszym kochanym kraju. Burdel w PZPN jest szokujący, wszyscy to wiedzą i stwierdzają, a związek działa jak lodziarnia w sezonie, dlaczego myśli Pan Czesio, przecież dowody już siedzą za kratkami. Ale maszyna sprawiedliwości nie umie sobie poradzić z umoczonymi działaczami. I tak tkwimy w tym szambie po pachy, i ani w lewo ani w prawo, więzimy tych co roznoszą kasę, a Ci co produkują, są po za prawem!          

O decyzji Kłoska i napisanym przez niego do prezydenta liście napisał katowicki dodatek do "Gazety Wyborczej". Jak podkreślił dziennik, impulsem dla reakcji Kłoska była relacja telewizyjna z ceremonii nadania polskiego obywatelstwa Brazylijczykowi, który m.in. nieudolnie powiedział po polsku: "Jeszcze Polska nie zginęła".
Niech facet nie cytuje naszych świętych słów, tak jak ja nie będę jechał do Brazylii i popisywał się, że niby je znam. Jeśli chce tu grać w drużynie ligowej, proszę bardzo, ale my też nie będziemy sprzedawać Małysza do Brazylii tylko po to, by oni mieli lepszą reprezentację w skokach - podkreślił Kłosek.
PZPN zabiega u Prezydenta RP o naturalizację, by grać z Orłem na piersi. Szukanie po świecie ludzi bez cienia polskich korzeni, małżeństwa czy wieloletniego pożycia, nauki języka jest hańbiące - napisał m.in. w cytowanym przez "GW" liście do prezydenta Kłosek.
Piłka jest pewnego rodzaju religią, jest sprawą honoru narodów. Jeżeli mam wygrać dlatego, że rzucam sobie innego człowieka, to tak się absolutnie nie robi.

Honor to sprawa ważna, a jeżeli ktoś tego nie rozumie, niech nie dyskutuje. Ciekaw jestem co na ten temat wygdaczą rzecznicy Prezydenta RP. (cdn)
 

orionblues
 
Stary slogan mówi, że każdy w życiu ma swoje pięć minut. Te parę istotnych minut, zmienia życie na zupełnie inne, zależy jak się je spożytkuje. Dla jednych zaczyna się zupełnie coś nowego i szczęśliwego, dla drugich wszystko skraca i kończy. Los, coś bezosobowego i cielesnego chodzi sobie między ludźmi i nosi, a wszystkiego ma pod dostatkiem, co dusza zapragnie. Ale to cholerstwo ma też rzeczy, których nikt nawet nie przewidywał, że istnieją.

Łyżwiński, wszyscy mówili; ten to w czepku urodzony, mało że poszedł w posły, to jeszcze na babie leży a ręcyma kasę liczy!.

Łyżwiński przywłaszczył 170 tys. zł z Kancelarii Sejmu, według piotrkowskich śledczych pieniądze trafiły na konta syna posła i na zakup nieruchomości rolnej przez jego synów.
Taki sam zarzut usłyszała także Aneta K., główny świadek w tzw. seksaferze, która była wówczas dyrektorem biura poselskiego Łyżwińskiego w Tomaszowie Maz. oraz inny b. poseł tej partii Waldemar B.

Według prokuratury, kandydaci z kilku powiatów w okręgu piotrkowskim wpłacali pieniądze - w sumie 60 tys. zł - za umieszczenie na listach wyborczych. Nie trafiły one jednak na konto Samoobrony. Zdaniem śledczych, zostały przywłaszczone przez podejrzanych.
Cała trójka nie przyznała się do popełnienia zarzucanych im czynów. Aneta K. szczegółowo opisała sprawę przyjmowania pieniędzy, a następnie przekazywania ich Łyżwińskiemu. W jednym przypadku odbiór pieniędzy pokwitował Waldemar B.
Grozi im za to kara do 8 lat więzienia.

Na koniec jeszcze losie, zapomniałem powiedzieć, że los dużo potrafi, raz daje potem odbiera. Tak samo jak Aneta. K., raz dawała, a teraz odbiera lata życia. Jak tu w zgodzie żyć z losem i babą. Na ,,bolka'' oko trzeba wybrać jedno; albo los albo baba!
Za zachłanność się płaci kumulacją losową; teraz trzeba spłacać oboje; los i babę!
 

orionblues
 
Zupełny bezsens! A pojedynek fotek na urodę, to zupełny debilizm, ale jest ulubiona forma populizmu Rady Doczewskiej. Jest to zupełnie śmieszna sytuacja i na poziomie przedszkola.
Jak można stwarzać tego rodzaju pseudo konkursy lub rywalizację dla kobiet. Być gwiazdą, to być z klasą i na odpowiednim poziomie(prawda Pani Kasiu?), a przede wszystkim warsztat wykonawczy. Bo o ile warsztat Katarzyny jest powszechnie znany, lubiany i szanowany, wprost tęskni się za jej urokiem scenicznym. Kobieta z klasą, oczywiście też urodziwa i uduchowiona, fizycznie, czuje się jej oddech w całym pulsującym ciele. Natomiast Doda wypina się przy byle okazji, ciągle ten sam uśmiech za 3,50, wytrzeszczone podczernione oczka, ulubiona poza - od tyłu z odwróconą głową. To wszystko praktycznie, świadoma jest swego krzyczącego seksualizmu i jedzie na tym, jak na łysej kobyle. Nawet najbardziej jurnemu facetowi, może się przejeść jej wypukły arbuzizm. Zatęskni za śliwką węgierką, z takim tajemniczym białym nalotem.
Generalnie Rapczewska jest konfliktem dla wszystkich! Nidy nie wiadomo, co palnie i kto się znajdzie w zasięgu rażenia jej wulgaryzmów. To kogoś obleje wodą, komuś splunie pod nogi, wyzwie obleśnie, tak dla podpuchy. Taka jest prawda o jej pogoni za sławą i gwiazdorstwem. Biedna dziecinka zapomniała o jednym, gwiazdorstwo wypracowuje się osobowością twórczą, na scenie, a nie na płaszczyznach peryferyjnych sztuki. Wpierw trzeba być kobietą na poziomie, wypracować swój styl, stworzyć jakościowy repertuar i dawać z siebie wszystko. A potem ustawiczna praca i doskonalenie umiejętności. Sława i gwiazdorstwo przychodzi samo, to się wypracowuje, a nie bierze za pysk i ciągnie za sobą.
Trzeba umieć być cierpliwym, aż któregoś dnia ktoś zapuka cichutko do drzwi, patrzysz a tam nikogo nie ma. Pozory, tylko pozory, właśnie przyszła sława i uznanie, blasku nie widać w lusterku, ale on już jest na własność. Tylko ze sławą bywa różnie jak z zachodzącym słoneczkiem, któregoś dnia można wiecznie oczekiwać wschodu.
A'propo śmiechu szanownych Pań, to obraz duszy, szczery radosny i rosnący śmiech, jest zaraźliwy i pobudzający otoczenie, daje zdrowie i urokliwe samopoczucie. Przede wszystkim  śmiech może być bardzo inteligentny, głęboko wzrusza i leczy. Pani Katarzyna jest swoistym mistrzem strzału śmiechem, jak wielu chce być trafionym tym flirtem radości nie skrywanej.
A co nam oferuje arbuzowa konkurencja, krótki obsceniczny czkawkowy, podduszający rechot bez powodu, w najmniej oczekiwanym kontekście. Ni z gruchy, ni pietruchy seria hi,hi,hi,hi bez podtekstu i po chwili znika, też bez powodu. Nawet nie ma kiedy się załapać na hi,hi,hi,hi. Może to Dody hi,hi,hi to przecinek w zdaniu?

Jaki widzę finał pojedynku na ciała i warsztat, na urok i wdzięk kobiecy?
Nie widzę, bo Pani Katarzynie brak konkurencji do fechtunku zawodowego, nawet (skromnie) do innych porównań cielesnych, sam opowiadam się za urokiem ,,śliwki'' jest w niej więcej tajemniczości, niż w dyni. Babcia zawsze mi powtarzała, nigdy za dużo na raz, to szkodzi dla organizmu. Lepiej jest częściej i mało, niż raz i dużo. Zanim ktoś skończy dynię, to ja już będę po 10 śliwkach i jakie doświadczenie.

Lepiej być Moralnym Niepokojem niż Wojenną Moralnością, gratulacje Pani Katarzyno, 10 do 0!
  • awatar krzyslav: Jak w ogóle można porównywać Kasię do ...no właśnie, nawet nie sposób wymyśleć familiarnego imienia dla TEJ Pani.
  • awatar orionblues: @krzyslav: tu nawet nie ma o czym dyskutować,,,,,różowy półgłówek - kontra ludzie na poziomie,,,,pozdro,,,
Pokaż wszystkie (2) ›
 

orionblues
 
Taki problem postawił przed sobą szef firmy budowlanej w Lublinie. Organizator z niego bardzo sprawny, zorganizował naukowiec sobie; lewy dyplom ginekologa-położnika, specjalistyczny gabinet, wyposażył go w sprzęt specjalistyczny, tzn, w siebie i dobry telefon komórkowy do robienia dokumentacji video! To się nazywa ,,specjalise''!

Biedne kobiety dały wiarę badaniom ginekologicznym, tak potrzebnym w budownictwie!
Nie zdziwiło ich, że mają przed sobą ginekologa-budowlańca-położnika? Dziwne?
Mniejsza o to, świat jest taki dziwny, przekonywał Niemen.
Kobieta patrzy, dyplom na ścianie, biurko, komputer, komórka i kozeta, to musi być specjalista II stopnia wtajemniczenia. Poddawały się szczegółowym penetracjom ich kobiecego ciała przez specjalistę, który potencjalnie może dać pracę. Czyniona dokumentacja video przekonywała, że nie rozbierają się na darmo, dokumentacja to formalność gabinetowa.
Teraz sąd lubelski szczegółowo sprawdzi efekty medyczne, i ich związek z procesem budowlanym, to może być bardzo ciekawe.
Oskarżenie uznało to za bezpośrednie molestowanie seksualne, nie może w żaden logiczny sposób powiązać tego z budownictwem! Kilkukrotne oglądanie dokumentacji gabinetu nie przekonuje sądu, jedynie pozwoliło na postawienie kilku poważnych zarzutów.
A to jest sporo lat na przeprowadzenie solidnych studiów medycznych zaocznie, w zaciszu osobistego okratowanego akademika.
Szkoda mi tych kobiet, tyle zrobiły aby otrzymać pracę w budownictwie. Same nie spodziewały się, że natura wyposażyła ich w tyle osobistych narzędzi budowlanych.

Może specjalista chciał lub planował zrobić z kobiety np; chodzącą poziomnicę?, podręczną kielnię?, kobito-taczkę  na łapkach do transportu cegieł?, wspinającą się pionownicę?, stawiaczki rusztowań w toples?, biusto-równarki tynkowe?, ciecio-kobietki nocne?, szeroko rozumiane usługi dla specjalistów wszelakich?, testo-waczki sypialni? - nikt tego nie wie, poczekamy na wyrok sądu.
 

orionblues
 
Nie drogowe, nie partyjne, nie rządowe, nie prezydenckie, nie regionalne i nie piłkarskie, tylko normalne, owłosione wielbłądzie. Szczęśliwym ojcem chrzestnym jest poznańskie ZOO. Mamusia czułym opiekuńczym okiem dba o swego synka wyśmienicie. Nie ma danych statystycznych, jak często natura obdarza nasz kraj garbami. Ale z takich garbów to cieszą się wszyscy, niemcy mają swego niedźwiadka, na punkcie którego autentycznie oszaleli. Z takich powodów niech narody szaleją, ,,szaleńcy wszystkich krajów łączcie się''! Domyślam się, że poznańskie ZOO ogłosi konkurs na imię dla sympatycznego cztero-kopytnego dwu-garba.

Ośmielam się zaproponować następujące imiona; ,,Gubałówek'' -,, Falisty'' - ,,Cycuniek'' -
,, Piersiastek'' - ,,Bratanek'' - ,,Garbatek'' - ,, Duetas'' - ,, Kopiastek'' - ,,Babinek'' , na dziś wystarczy. Polecam wizytę w ZOO.
 

orionblues
 
To co się dzieje z seksem w ostatnim czasie, to zgroza i horror. Wszyscy porydzykowali w tym szaleństwie i pogoni za uprawiaczami seksu. A seks uprawiają wszyscy, łącznie z rolnikami i wiejskimi burkami. Bez znaczenia miasto, wiocha, senat w USA czy remiza w Kleszczewie Pochyłym.
Nigdy nie wiadomo, kiedy zadzwoni budzik pobudkowy, wrodzonego seksualizmu pożądliwego.
Może to być w pracy, w domu, w windzie, na dachu w piwnicy nawet na emeryturze, a i w kościele, już nie wspomnę o seksie na cmentarzu na katafalku - o 24.00!
O już mi ciarki drepczą w wiadomym kierunku.  
Nie ma takiego terytorium, gdzie się nie da uprawiać seksu, seks nima oczków, ni słuchu, ani poczucia temperatury! Seks można uprawiać na szkle, papie, dachu pokrytym blachą, na schodach nie heblowanych, pod mostem i na stole operacyjnym - wszystko zależy od fantazji i możliwości sprawnej kochanków.
Co raz na łamy gazet, do telewizji trafiają przypadki samorealizacji w tej naturalnej potrzebie człowieka.
Wszyscy chodzą sztucznie oburzeni i schlastani moralnie. ,,No wie Pani, jak tak można, bezwstydni, ludzie grzechu się nie boją, bezwstydnicy okrutni, myślą tylko o jednym!''

Takie mniej więcej komentarze latają jak satelity wśród moralnej gawiedzi, która wie jak należy uprawiać seks! Jak jedna baba wie, jak się wkłada marchewkę w grunt, i którym końcem, to już się ma specjalistkę od seksu.
A gdzie poezja, muzyka ciał, element zaskoczenia, uległość boska, giętkość wychylna, dotykalność stykowa i eksplozja odjazdu!
Właściwy i pospolity seks-men i seks-womenka, chęć na seks nosi cały czas ze sobą, w zasięgu swoich możliwości intelektualnych.
Ale jest jedna pułapka bezczelniacka, moralność powodująca uwiędłość chęciową. Drugim elementem mordującą seks jak cjanek, to wstyd, to podłe uczucie, jest genetycznym wrogiem wszelkich chęci.
Należy w życiu unikać kontaktu z tymi gilotynami naszych chęci!

Ludzie przeżywają całe życie związani wstydem jak dybami, w duszy im gra, a wstyd wali w pysk!  I po seksie! A życie mija jak kazanie Glęmpa, i po ptokach! Urządzenia do uprawy seksu zawadzają, bo wyzionęły ducha podniety ze wstydu! Kuniec seksu! A wszystko można sobie ułożyć w życiu, jak worki z kartoflami w piwnicy, tylko trzeba umieć to wszystko zaplanować jak siew maciejki. A wtedy zapachnie, to sygnał, że czas. A ile razy nam zapachnie w życiu, roku, miesiącu, tygodniu, dniu - no kochani, każdy jest ogrodnikiem własnej doniczki z maciejką!
 

orionblues
 
Czy legalizować agencje towarzyskie, oczywiście, że legalizować!. A PZPN!, przecież działa już tyle lat największy burdel w kraju. Jak tak człowiek się zastanowi nad rzeczywistością, to tych pospolitych burdeli, agencji znajdziemy tysiące. Seks afery na różnych szczeblach administracyjnych kraju, jest po same rozporki. Delikatnie mówiąc, ,,molestowanie'' wkracza wszędzie, po gabinetach, salonach, plebaniach, szkołach pozostał czas na obory. Smutne, tragiczny jest argument związany z HIV-em.
Tu kończą się domniemania i poszlaki, kiedy jawnie ktoś dzieli się śmiercią jak papierosami. Łańcuch śmierci łakomie biegnie do przodu, znacząc kolejne jednostki. Chwila przyjemności, zaspokojenia intymnego po cichu, a potem krach życiowy. Głupota czy nieodpowiedzialność? W naszym kraju wszyscy zawsze czekamy, aż tama runie, muszą być ofiary, aby spostrzeżono kolejne zagrożenie. Katastrofa samolotu wojskowego, śmierć tylu ludzi jest powodem do zrobienia porządku w wojsku. Kiedy zrobimy bilans z zakażenia na HIV, inne osoby otrzeźwieją i zaczną rozpatrywać poważnie ten temat.
A kto policzy, ile istnień ludzkich zostało zakażonych? To samo ze służbą zdrowia, oświatą, emigracją zarobkową i wiele innych problemów krajowych. Należy teraz wyciągnąć wniosek, że polska świrem stoi, wszyscy udają, że wszystko jest cacy i very good! Tylko trzeba poczekać na trupy, wtedy świrów za kratki, fachowcy wymienią kawałek rurki na nową i wszystko od początku.
Teraz wypadałoby przeklnąć soczyście, tylko po co. Jak wchodzę do urzędów i patrzę na urzędników biegających z papierami, to mnie nosi. Bo myślę, co Oni noszą z taką powagą, kolejne produkty świrów na stanowiskach.
Kiedy oglądam programy publicystyczne, znowu same mądrości ubrane w garnitury, słowa płyną, tylko do kogo? Do obywateli? Przecież my jesteśmy ofiarami tej świrologii, a urzędasy są na kolejnym szkoleniu, jak udawać świra! A HIV nie występuje w TV, PR, nie gada, nie wpada pod tira, nie strajkuje, nie szczy po bramach, nie strajkuje, obejmują go żadne rozsądne przepisy, więc  nie istnieje dla urzędników.
 

orionblues
 
Erika Steinbach - Neonazistka?
Erika Steinbach - Sterowana za kasę?
Erika Steinbach - Ziomalka fryców pruskich?
Erika Steinbach - Ofiara pestycydów rolnych?

Oj daleko jej do przyjaźni posko-niemieckiej, biedna kobieta nie wie co gada. Proponuję zaprosić ją na wczasy, do gościnnych ośrodków wczasowych które pobudowali jej kumple. Wystarczy po tygodniu w jednym, żyją jeszcze Ci, co przygotują szanownemu gościowi podstawowe dania obozowe. Zresztą najlepiej aby zadzwoniła do Moskwy, i spytała dlaczego wszyscy biegli w piśmie i mowie niemieckiej, tak zareagowali na wieść, że,, krasnaja armia'' jest blisko. To może dużo wyjaśnić strapionej działaczce i spadkobierczyni 1000 letniej rzeszy niemieckiej. Zresztą polacy mieli tyle do powiedzenia, ze szkoda gadać. Braterska armia czerwona wywiozła wszystko co się dało odkręcić, cały majątek po ziomalach Eriki. Sprzęt pojechał na wschód napędzać inną potęgę, w ramach reparacji wojennych.
Potem chłopcy z gwiazdą na czapkach byli mile widziani w Berlinie, budowali tam razem z Honekerem nowa rzeczywistość niemiecką. Jakoś nikt nie słyszał w Berlinie, w tym czasie, jej łabędziego śpiewu, a szkoda, bo byłoby po ptokach.

Ale i to się skończyło, a tu durne babsko ma pretensję do nas. Niech lepiej siedzi cicho, bo jak rosjanie zmienią zdanie i zatęsknią za solidną  miłością niemiecką, oj to będzie cienko śpiewać - ale po rosyjsku! Tylko jest jeden problem, po drodze do Berlina jest nasze kochane terytorium, a też nie wypada nam proponować przejazdu południem europy. Czesi gościli hordy braterskie w 68 i znają wagę ruskiej łapy, węgrzy też w 56.

Pozostaje nam przemówić do rozsądku tej nawiedzonej niemieckiej biegunki, niech własne potrzeby załatwia na swoim terytorium, od naszego wara. My wiemy czym to pachnie, Danke Eriko. Przyjacielska porada unijna, umyj sobie główkę rosyjskim szamponem, może pomoże.     Nasi ojcowie już tyle razy przerabiali wspólnie ten temat, w sposób mało demokratyczny, nauki z tych dyskusji płyną jasne, a babie ciągle mało, kto tu zrozumie kobiety.

Eriko Steinbach - jak tak chcesz to przyjedź, czekamy w kwaterze koło Kętrzyna! Będziesz u siebie długie lata, jako okaz! Jak tak patrzę na twoją fotkę, cudownie Ci będzie w starym niemieckim - szwabskim kasku, u nas w nich dawno temu karmiono kury.
Teraz nawet one omijają je z daleka.
 

orionblues
 
Nie dziwi mnie, że władza nie legalizuje burdeli. Czy rolnik uwłaszcza, legalizuje swoje ziemie dla siebie, nie, dlaczego? bo to wszystko jest jego, to jest jego burdel. Rolnik może sobie sprzedać, dokupić co chce i kiedy chce. Jak ma chęć to sobie coś zarżnie, posadzi, uwędzi, wymłóci, zasieje, wybuduje lub pogoni kłonicą. Może też sobie głosować na co chce, na skiborola Leppera,  na sikawkę strażacką Pawlaka, lub na wąsacza zielonego z PSLu.

Oni są po to, aby On mógł sobie spokojnie skiborolić, po same pachy w skali roku. Jak nie ma czasu na podróże, to za niego po świecie hasają działacze, za jego kasę. Jedynie produkty rolnika zwiedzają świat, jak długi i szeroki. Przerobione produkty kopytne wpieprzają nawet  aborygeni na pustyni popijając piwkiem Harnaś. Szybciej eskimos zje golonkę w konserwie niż polski rolnik, takie czasy, zresztą rolnik ma wszystko pootwierane, po co mu mięso w puszce? Lub przerobione mleko, cholera wie w co. Czy jego krowy, świnie strajkują, też nie, bo są u siebie, innego życia nie znają.
To samo dzieje się w państwie, wszystko jest zupełnie nie zależne, wszyscy robią co chcą;

KOŚCIÓŁ - najstarsza firma nie zależna od państwa, to kościół. Kadra szkolona w nie zależnych kombinatach, szykowana jest do sterowania strapioną duszą narodu. Placówki szkoleniowe spotykamy i słyszymy codziennie w czasie nieszpornym. Wszystkie oczywiście wybudowane na koszt owieczek i dotowane z kieszeni owieczki i kiesy państwowej.
Tutaj szkolą duszę, ciało i finanse owieczek, jest jedna mównica do uprawiania propagandy sukcesu. Kościół nie zna błędów swoich, a reszta to jeden wielki grzech i smród społeczny.
Hierarchia całkowicie robi co chce, rządzi się swoimi zasadami, dalekimi od konstytucji RP. Jak dostanie marne 100 ha naszej ziemi, to natychmiast nanoszą to na plany w sztabie Watykańskim. To je ich i wara, a jeszcze trzeba oddawać to co kiedyś dostali za Mieszka I.
Czy ktoś kupował kiedyś grunt od plebana, to wie jak droga jest polska ziemia. Kościół jest największym po państwie właścicielem ziemskim w Polsce, jeszcze 100 lat, a będą mieli wszystko.

PKP - następne państwo to PKP, mają wszystko co państwowe. Ziemię na terenie całego kraju, budynki, tory, tabor i robią co chcą. A robią wszystko i to co raz mniej, bo im się nic nie opłaca. Najmniej się opłaca wożenie czegokolwiek, drogo im wychodzi. Najlepiej im wychodzi likwidacja połączeń wszelkich, potania to egzystencję dyrekcji i całego kolejnictwa. Sporo trudu zadają sobie przy podziale całego majątku na spółki, dzielą się jak drożdże, jedna spółka służy drugiej spółce, a one trzeciej. Jest tam teraz tyle firm kolejowych, że się w pale nie mieści. Z tego co widać dążą do tego, że w wagonie osobowym każde miejsce będzie należało do innej firmy transportowej. Nie wiem czy już nie podzielili torów między sobą, np. dwa tory w relacji Warszawa - Gdańsk. Lewy należy do spółki z Wrocławia, a prawy do spółki Polsko-Francuskiej. Nie wspominam tu już o jakości połączeń, o punktualności, kogo to obchodzi, to problem tych ci czytają rozkład jazdy. Praktycznie rozkład jazdy służy do pobierania kasy, a potem megafony peronowe informują, co gdzie, kiedy i o której należy przyjść ponownie po usługę.  

WOJSKO - następna firma to też ziemia i kasa, wojsko! Ile jest kawałów o wojsku głowa pęka. Gdyby cały budżet państwowy dać wojsku, przerobią to w pierwszym kwartale i ogłoszą strajk głodowy. A jak przyjdzie bronić ojczyzny, nie ma czym, wszystko tak stare, czasy rzymskie.
Najładniej wyglądają trybuny na paradach i makiety sprzętu na kołach. Wszystkiemu winien Bałtyk, za mały i za płytki, bo dawno byśmy mieli amerykańskie lotniskowce, pancerniki, łodzie podwodne i łączność satelitarną.
Nasze firmy zbrojeniowe bankrutują, bo wszystko kupujemy w innych sklepach, nie przeminęła jeszcze moda w wojsku na peweksy. Ze sprzętu najlepsze mamy poligony, są dobrze wyposażone przez naturę, drugim dobrym sprzętem wojskowym to ludzie, reszta łącznie z kadrą to muzeum. A ponadto to tajemnica państwowa. Najbardziej sprawnym i mobilnym elementem obronny kraju jest partyzantka, broń zawsze można zdobyć na wrogu sprytem. Doświadczaliśmy już tego setki razy, zawsze z powodzeniem i dobrym skutkiem.
Bez znaczenia miejsce na globie, zawsze umieliśmy dokopać skutecznie wszystkim okupantom.

Wystarczy nas zrzucić na spadochronie w slipach, resztę zorganizujemy sobie sami, bo bitkę i strategię mamy we krwi, wystarczy poczytać historię krajów ościennych i nie tylko. Proponuję zlikwidować oficjalnie wojsko, przejść na struktury podziemne a wszyscy zaczną drżeć wokół ze strachu. Jeden dobrze przeszkolony polak jest w trzech miejscach na raz, popatrzcie na zarządy spółek państwowych. Wystarczy talibom ogłosić, że od strony Japonii zbliża się polski oddział sił podziemia, uzbrojony w chytrość i przebiegłość. Już z parę dni usłyszycie ich za swoimi plecami, lub zbudzicie się z nimi w jaskiniach, robią bardzo gorące i wybuchowe śniadanka.

Hasła propagandowe podziemnej armii ,, Talibie jak wstaniesz rano, to sprawdź w lusterku kim jesteś, bo możesz być zaskoczony?'' - ,,Jak idziesz spać durny Talibie, broń trzymaj przy sobie -  nie chowaj, i tak znajdziemy'', ,,Bez paszportów i wiz znajdziemy wszystkich'', ,,Możesz już się pakować na ostatnią drogę''.