Wpisy użytkownika orionblues z dnia 4 października 2008

Liczba wpisów: 36

orionblues
 
ludzie w swoim pędzie do nikąd,
zapominają o jednym aspekcie życia,
o wspomieniach,

o własnym zapisie życia,
o melodii która niesie ich w odchłań,
codzienności i gwaru,

i wraca tym co pozostało,
chwilą ciepłą,
dotykiem zapomnianym,

zapachem ulotnym,
uśmiechu rzuconym na wspomienie,
a może,,,,,,

kto wie co kogo spotka,
kiedy przyjdzie nasz księgowy,
i powie,

kredyt słacony życiem został,
czas wracać do wieczności,
skąd przybyliśmy,

by podziwiać lot motyla,
a skąd wiecie,
że nim nie byliście,

w życiu swym krótkim,
pozdro,,

 

orionblues
 
pisząc o tych nie przemijających,
wartościach w życiu,
które nie wynikają z innych doznań,

niż naszych osobistych,
które są naszym bogactwem,
a zarazem nasza wartością,

jako istnienie,
posiadających oczy, słuch, smak i mowę,
nie można przejść obojętnie,

obok serca,
które bije dla nas,
i jest obok mnie,

blisko,
obok ciebie,
czekając aż liść opadnie,

uśmiechnij się duszą natury,
i złap ten jeden jesienny,
i przytul na chwilę do ust,

badź wiosną i nadzieją,
komuś i sobie,
i podaj w dłoń,

jesiennej radości spotkań,,,
a ten jeden jesienny liść,
będzie całym kolorytem twego życia,

pozdro,,,

 

orionblues
 
Grechuta, Niemen,,
swoimi słowy w melodi zamkniętej,
dziś nam są jak modlitwa,

wskazują drodę życia,
mimo że to poezja,
ale życiem naszym nasycona,

nic nie skrywa jej prawdy,
nic nie ulega przedawnieniu,
oni nam tyczą ścieżki,

i uczą pokory życia,
nie przdłużysz swego bytu,
ani o sekundę mimo majątku swego,

chyba że wartością twą był lot,
przestrzenią dobroci usłaną,
nie sobie żeś kwiaty zbierał,

by innym raz życiu,
kolorem uśmiech wzbogacić,
odsłaniając ciemne kotary życia,

i światłość im pozostawiając,
po wsze czasy,,,,,

 

orionblues
 
kto rano wstaje,
temu Pan Bóg daje,
,,,,,,,,,,,,,,,,,
A WIĘC WSTAŁEM,
i dostałem tą fajna piosenkę,
polecam na sobotę,
pozdro,,,

 

orionblues
 
dobra bozia w swej łaskawości,
dożuciła jeszcze jedną piosenkę,
na drugą nóżkę,
aby równo chodził całą sobotę,
pozdro,,,

 

orionblues
 
było już na prawą nóżkę,
było już na lewą nóżkę,
a teraz wypada na całe  kochane cielsko,

aby wszystko co zaplanowałem,
na sobótkę wypaliło z grubej rury,
abym wieczorkiem był spoko,

że wszystko zrobiłem,
i bedę mógł poświęcić się,
innym urokom życia,

a jest ich sporo do posmakowania,
ale to już moja intymna brożka,
przecież człowiek nie żyje sam,

w tej operze ludzkiej,
samemu trudno grać wszystkie instrumenty,
a do tego te libretto radości,

jest miło wyśpiewać do kogoś miłego,
a do tego płci przeciwnej,
najlepsza jest cicha i miła opera,

we dwoje,,,,,,,,,

pozdro

 

orionblues
 
pazurkiem
 
muszę Ci powiedzieć,
że wypaliło ci elegancko,
z tym co pali koty,
niż z tym co wiesza psy,
(taki sobotni humorek)

krótko,
przecyzyjnie,
i na temat,

gratuluję i życzę,
takich fajnych  spotkań więcej,
miło się ogląda,
dobra fachowa robota,
,,,,,,,,,,,
w ramach wzajemnej i sympatycznej,
współpracy przesyłam Ci Cata,
aby Ci umilił sobótkę,

nie wiem czy pracujesz,
czy się relaksujesz,

czy byczysz po warszawsku,
pozdro,,,

 

orionblues
 
powoli myśli i z trudem wyciaga wnioski,
nie zdziwię się jak któregoś dnia odkryje,
że na terenie polski jest wybrzeże,
i od cholery wody po horyzont,

dwa dni będzie myślał,
i odkryje, że to Bałtyk,,,,,,,,
czerstwa bułka i to bez masła,,,,
ale trudno,
okres świetności jego procesów myślowych,

juz dawno prezszedł do historii,
jak to z bułkami bywa,
teraz odkrył dwór pisowski,
oj straszna niedorajda z niego,

ja już rok temu pisałem,
o stadzie piesków dworskich,
co myrdaja ogonkami,
wokół przezesia zjarosławionego do cna,

pierwszy ogonek to gosio,
drugi to cymański kundek na posyłki,
reszta to wielorasowe krawężniki,
czekają tylko co z dworskiego stołu spadnie,

jakiś gnacik lub kosteczka,
złapie zaraz jakaś mordeczka,
i leci w media nieść nowinkę swoją,
ale smycz jest krutka,

a zęby ostre,
wyszczekał co wiedział i do budy,
a pan łaskawie łapskiem pogładzi,
cmoknie coś o uczciwości,

zamknie drzwi i coś znowu knuje,
a za drzwiami trwa walka,
o pierszeństwo w szeregu,
wierne to i chytre,

jak psy na dworskiej służbie.

pozdro,,,,
 

orionblues
 
nortus
 
dawno nie gościłem u Ciebie,
a wiesz,
że już kożuszek śniegu spadł w górach,
i to ponad 20 cm,
a jak tam sytuacja w fiordach,
oni ciutkę na północy wyżej,
czy przywitali już biel,
która gdzieś tam się czai na północy,
czy jeszcze upajają się jesienią złotą,
pozdro muzyczne jak zwykle,
na Twój słuch wyczulony na ładne piosenki,
trzym się ciepło,
pozdro,,,,

 

orionblues
 
przez erato jakoś tak,
walcowato się zrobiło,
i roman'tycznie,
to co se będę żałował walca,
niech przeleci po pracowni rytmicznie,
ta scena z filmu,
a potem do arbaytu,,,,
pozdro,,,

 

orionblues
 
nie mam zamiaru,
przewalcować całej soboty,
tylko tak sobie ładuje,
akumulatorki aby podnieść sprawność,
psychofizyczną,
a on jest potrzebna,
do samorealizacji,
na różnych poziomach,
nasze kreciej działalności,
pozdro,,,

 

orionblues
 
popatrzcie jakie tu są piękne zdjęcia,
kobiecego lica,
normalnie miość ma na policzkach,
ach,,,,co za widok,,,
jak ładnie w pejzażu brzmi ten walc,
kwiatuszki lizać,
,,,,,,,,,
a praktycznie widzimy na tle walca,
całą fabułę filmu,,,,
o czym?

o rzeczy najważniejszej o czymś na M,,,,
zapomniałem,,,,,,,
jak to się nazywa,,,
ale fotki Wam przypomną,,,
miłych wrażeń,,,,

pozdro,,,,


 

orionblues
 
przez te walce zawędrowałem aż do Indii,
znam zbytki architektury,
znam ich piękne regiony,
dużo czytałem na temat ich,
produkcji filmowych,

od czasu do czasu penetruję ich dzieła,
ale to co teraz znalazłem,
jest naprawdę pełne uroku,
a tak mało znamy my europejczycy,
ich współczesną kulturę,

warto czasem posmakować ich melodyki,
nie wspomnę już o urodzie kobiet indyjskich,
ta ich czekoladowa karnacja skóry,
te ich wonnosi cielesne,

nie powiem,,,
ale mi to leży,i to jak,
tylko to tak daleko do tych wonności,,,
i to bardzo daleko,
,,,,,,,,,,,,,
sami popatrzcie,,,,i posłuchajcie,
na sobotę ogłaszam,

Yaara, Yaara sobotni przebój na pingerze!

pozdro,,,,
czasami trzeba se poyarać,,,,

 

orionblues
 
* jestem genialny!
* jestem genialny

mam przebój dla Dody!
mam rolę taneczną dla Herbuś i Mroczka!

Teledysk zdobędzie świat z marszu, to tylko kwestia aranżacji i choreografa, będą pływać w kasie jak śledź w Bałtyku,,,,,

muzyka prosta jak konstrukcja cepa,,,,,

przebój jak się patrzy,
małolaty będą piszczeć w niebogłosy,
wygramy wszyskie festiwale,
nawet w Ustrzykach Dolnych,
na Kaszubach,

Tusk się rozpłacze,
prezydetowa rozczuli,
Dorn pierwsza para z Gosiewskim,
coś genialnego,,,,,
już to widzę,,,,
już to słyszę,,
co za aplauz,,
co za rozgłos,,,
co za szlagier,,,
pozdro,,,,

 

orionblues
 
zastanawia mnie,
skąd one biorą tyle swojej urody,
przecież to prawie jak anioły,

a te ich stroje bajecznie kolorowe,
te sceny z prawie setką tancerzy,
chetnie bym obejrzał w całości,

te ich produkcje muzyczne,
w celach edukacyjnych,
jedna wielka orgia koloru,

pięknych kobiet,
fajnej muzyki,
co prawda dość prosta,

ale to tylko rozrywka,
a oko cieszy,
i jeszcze parę rzeczy,,,

pozdro,,

 

orionblues
 
a teraz artyści indyjscy,
w repertuarze zachodnim,
całkiem, całkiem im to wychodzi,
ach ta ich uroda,,
pozdro,,,

 

orionblues
 
tak sobie penetruję internet, a tu trafiam zupełnie niespodziewanie, na taka uroczą i zaskakującą informację, polecm uwadze państwa, a celem moim było znaleźć kilka fotografi indyjskich aktorek, piosenkarek, aby z bliska przyjrzeć się ich urodzie,,,,parę znalazłem i prezentuję,,,,  

Egzotyczny projekt filmowy przygotowują Paweł Deląg oraz Magdalena Piekorz ("Pręgi"). Obraz pt. "Babu - znaczy ojciec" opowie mało znaną historię hinduskiego maharadży, który podczas wojny uratował kilkaset polskich dzieci.

Paweł Deląg nie szukał tematu do filmu, to temat znalazł jego. - W sposób magiczny, bo wszystkie najpiękniejsze rzeczy w życiu przychodzą do nas same - mówi znany aktor, który tym razem zadebiutuje w roli scenarzysty i reżysera. Opowiada: - Zostałem zaproszony na spotkanie ze znanym bollywoodzkim aktorem. Rozmawialiśmy na różne tematy. W pewnej chwili zapytał: "Dlaczego nie zrobisz opowieści o maharadży, który ratował polskie dzieci?". Nie wiedziałem, o co chodzi - tak jak większość Polaków. Opowiedział mi ją. Bardzo mocno poczułem, że chcę zrobić ten film - czasem po prostu tak jest, myślę jednak, że nie znalazłbym na to odwagi, nie dostałbym tak potężnego ładunku emocjonalnego, gdyby nie chodziło o tysiące polskich dzieci - mówi aktor.

Podczas drugiej wojny światowej przyjął pod swoją opiekę blisko tysiąc polskich sierot po syberyjskich zesłańcach. Dzieci opuściły Związek Radziecki wraz z armią gen. Andersa. Swoją decyzją Jam Saheb uratował je od śmierci głodowej. Kilku innych maharadżów hinduskich poszło w jego ślady oferując schronienie w sumie około pięciu tysiącom polskich sierot - ofiar sowieckiego terroru. Maharadża zbudował dla dzieci szkołę i dom, zapewniając im możliwość wychowania w kulturze, religii i tradycji polskiej, a gdy prosowiecki rząd polski upomniał się o te dzieci Jam Saheb adoptował je wszystkie otwierając im drogę do edukacji i dalszego życia za granicą. Jam Saheb stworzył dla nich w Indiach prawdziwy dom, wychował je, wykształcił, dbając o zachowanie ich tożsamości religijnej i narodowej.

Ludzie! To jest przepiękna i cudowna historia, zupełnie o tym nie słyszałem,,,,,
CIEKAW JESTEM JAK DALEJ POTOCZYŁY SIĘ HISTORIE ŻYCIA TYCH URATOWANYCH DZIECI,
,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,
nie spocznę póki się nie dowiem,,,
to jest niesamowite,
jak coś wyskrobię to dam znać,,,,
pozdro,,,,
 

orionblues
 
znalazłem troche informacji o filmie i o bohaterach tej historii;

"Babu - znaczy ojciec", niesamowita opowieść o polskich dzieciach, którymi zaopiekował się hinduski maharadża, reżyserowana przez Pawła Deląga i Magdalenę Piekorz, powstanie na Podkarpaciu. - Szukałem miasta, które przygarnie tę historię.

Tu spotkałem się z chęcią i otwartością - mówił w czwartek w Rzeszowie znany aktor. Zdjęcia będą kręcone m.in. w Indiach oraz w Bieszczadach, gdzie zostanie odtworzona część tajgi.

Deląg zaprezentował w Rzeszowie kilkunastominutowy dokument. Nakręcił go wspólnie z Magdaleną Piekorz w ub. roku w Nałęczowie podczas zjazdu “indianistów", jak nazywają siebie dzieci (dziś starsi ludzie), którymi opiekował się maharadża Jam Saheb. - Zawiązała się przyjaźń między nami, żałuję, że nie mogłem spotkać się z nimi na dłużej - twierdzi.

Historia “indianistów" jest tak niesamowita, że aż trudno w nią uwierzyć. Niestety, wciąż mało znana. - Trudno opisać radość z tego, jak opuściliśmy ZSRR - mówi w dokumencie starsza pani. - Po raz pierwszy jadłam tam banana. Nie wiedziałam, co to jest, czy jeść ze skórką, czy bez - dodaje inna. “Indianiści" wspominają, jakim dobrym człowiekiem był Jam Saheb. Niski, gruby pan, który pozwalał im biegać po pałacu, po ogrodach i kortach tenisowych. Do dziś pamiętają zapach Indii, słońce i niebo z wiecznie spadającymi gwiazdami. Teraz na podstawie tego dokumentu powstanie pełnometrażowy film.

Zapomniana historia polskich dzieci przygarniętych przez maharażdżę Jama Saheba intryguje Pawła Deląga od półtora roku. Pomysł na realizację dokumentu fabularyzowanego podsunął mu pewien bollywoodzki aktor. - On opowiedział mi fragment tej historii. Uznałem, że trzeba ją przenieść - mówi Deląg. - To nie będzie ani komedia, ani komercja. Opowiemy inaczej, o nadziei, o miłości. Nasz film będzie opowieścią o bajkowym świecie, jakim dla polskich dzieci stały się Indie. Będzie bardzo skromny i prosty, ale pójdzie na niego do kin wiele osób.

Jak zapowiada Deląg, najważniejsze funkcje filmu do edukacyjna i poznawcza. W obsadzie znajdzie się m.in. Anna Dereszowska, Karolina Gruszka, Paweł Deląg oraz setka dzieci. Autorem zdjęć będzie Marcin Koszałka, reżyserem Magdalena Piekorz. Deląg jest autorem scenariusza, współreżyserem, producentem, odpowiada również za część archiwalną. - To pierwszy projekt, za który jestem odpowiedzialny w całości - podkreśla.

Ekipa filmowa planuje trzy okresy zdjęciowe. W Indiach oraz latem i zimą w Polsce, na Podkarpaciu. W Bieszczadach Deląg planuje odtworzenie części tajgi. Dlaczego chce to robić akurat na Podkarpaciu? - Marzył mi się Lwów i Wilno, ale tam filmu nie zrobimy. Rzeszów leży na ścianie wschodniej. Był jednym z trzech miast - obok Lublina i Biłgoraja - do wyboru. Mi są potrzebne tereny Polski przedwojennej, tu mam zamiar je znaleźć - mówi.

- Za nami wstępne, ale mocne rozmowy z potencjalnymi inwestorami, którzy mogliby wesprzeć finansowo produkcję. Możliwe, że premiera filmu zbiegnie się z otwarciem w Rzeszowie pewnej instytucji - mówi Mariusz Sidor, dyrektor Wydziału Promocji, Kultury i Sportu Urzędu Miasta Rzeszowa. Jaki będzie finansowy udział miasta, jeszcze nie wiadomo.

“Babu - znaczy ojciec" będzie dofinansowany m.in. z Państwowego Instytutu Sztuki Filmowej, w produkcję zaangażowany będzie również hinduski producent oraz koncern Bauer. Trwają również rozmowy z Telewizją Polską. Film do kin wprowadzi Cinema City. Budżet filmu to 1 750 tys. złotych.

[Katarzyna Drążek, Super Nowości, Rzeszów]
 

orionblues
 
(ze względu na obszerny materiał, będę to publikował w czterech odcinkach, aby nie przynudzać innym pingerowcom)

KOŁO WYCHOWANKÓW SZKÓŁ POLSKICH – ISFAHAN I LIBAN

ASSOCIATION OF FORMER PUPILS OF POLISH SCHOOLS – ISFAHAN & LEBANON


  Dzieje naszej isfahańsko-libańskiej grupy



Kiedy we wrześniu 1939 roku wojska niemieckie i sowieckie w zmowie zdradziecko (Ribentrop- Mołotow 23.08.1939 Kreml) wkroczyły do Polski dzieląc się po 50% jej terytorium,  rozpoczęły  drugą wojnę światową.Ustalona wtedy granica okupantów na rzece Bug istnieje do dnia dzisiejszego. Oficerów, jeńców wojennych około 21000 wbrew Konwencji Genewskiej zamordowano w ZSRR. Aresztowano i osadzono w więzieniach, a następnie wysłano do łagrów ludzi, którzy cokolwiek znaczyli w swoim społeczeństwie, a 10-go lutego 1940r. zaczęto wywozić całe rodziny. W pięciu kolejnych transportach bydlęcymi wagonami wywieziono około półtora miliona ludzi, których rozrzucono po całej Rosji od Archangielska pod kołem podbiegunowym aż po stepy Kazachstanu. W ciężkich warunkach zesłańcy głodni i przymuszani do pracy ponad siły umierali masowo.
   W czerwcu 1941r. Hitler napadł na swego sojusznika Stalina. Rosja, nieprzygotowana do wojny, ponosiła klęskę za klęską. Wówczas Stalin zwrócił się do Aliantów o pomoc. Premier RP Generał Władysław Sikorski  zaproponował pomoc polskiego wojska utworzonego z przebywających na terenie Rosji jeńców wojennych, więźniów i deportowanych zesłańców.
Umowa została podpisana 31 lipca tegoż roku w Londynie, ogłoszono tzw. „amnestię”, a na dowódcę armii wyznaczono gen. Wł. Andersa, także więźnia Łubianki. Pierwszy punkt tej umowy stwierdza „1.Rząd Zawiązku Socjalistycznych Republik Rad uznaje, że traktaty sowiecko-niemieckie z 1939 roku, dotyczące zmian terytorialnych w Polsce, utraciły swą moc. Rząd Rzeczypospolitej Polskiej oświadcza, że Polska nie jest związana z jakimkolwiek trzecim Państwem żadnym układem, zwróconym przeciwko Związkowi Socjalistycznych Republik Rad.” ZSSR nie dotrzymała zawartej umowy i wyjednała u aliantów bez udziału Polski utrzymanie granicy na rzece Bug ustalonej  w 1939 z Niemcami. (cdn)

pozdro,,,,
 

orionblues
 
Zesłańcy zaczęli wyjeżdżać w poszukiwaniu wojska polskiego. Brak lub wręcz mylne informacje utrudniały sytuację zwłaszcza, że panował chaos w transporcie kolejowym.

Wszyscy jednak dążyli na południe do Uzbekistanu. Gen. Wł.Anders znając metody myślenia komunistów od początku starał się o to, aby ta armia walczyła na zachodnim froncie. Przygotowywał więc wojsko do wyjazdu z Rosji, chciał również wywieźć ludność cywilną, która gromadziła się wokół wojska, a zwłaszcza bezdomne dzieci i młodzież, z których już wiele było sierotami lub półsierotami. Organizowano więc szkoły wojskowe, a dla maluchów sierocińce.

Niestety, czyjaś tragiczna pomyłka umieściła te grupy w miejscowości Karkin-Bałasz, co w języku uzbeckim znaczy Dolina Śmierci i śmierć zbierała tam obfite żniwo. Pod koniec marca 1942r. rozpoczął się pierwszy rzut ewakuacji do IRANU /Persji/ i w nim także wyjechała pierwsza grupa dzieci z sierocińca. W IRANIE zastanawiano się gdzie umieścić te dzieci w najlepszych dla nich warunkach – wybór padł na Isfahan, miasto o przyjemnym klimacie i zdrowej okolicy.

Papież Pius XII ofiarował opłacić utrzymanie 200 sierot. Umieszczono więc „setkę Ojca Św.” dziewcząt u sióstr Szarytek i „setkę Ojca Św.” chłopców u ojców Lazarystów, a 50 najmłodszych, którymi zajął się anglikański pastor Robert Iliff i jego żona lekarka, zamieszkało w pałacyku wynajętym od perskiego księcia Saremul Dualet. Przychylnym i pomocnym polskim dzieciom był Szach Reza Pahlewi. Później, gdy przyjeżdżały dalsze transporty, opiekę przejął rząd polski z Londynu.
(cdn)
 

orionblues
 
Isfahan rozrósł się do 17-tu zakładów szkolnych i 4-ech administracyjnych. Przez IRAN w latach 1942-45 przewinęło się około 20.000 dzieci – część wyjechała transportami do Afryki, do Nowej Zelandii, Meksyku, Indii, Libanu, do obecnego Izraela  /szkół wojskowych w Palestynie/, a dla tych, co pozostali zorganizowana była nauka od przedszkola aż do gimnazjum, a później liceum ogólnokształcące. Było też gimnazjum krawieckie i szkoła wyrobu perskich dywanów.

   Oprócz nauki najważniejszą rzeczą było to, że zakłady stały się dla dzieci po ich przejściach w Rosji domem i rodziną. Własne czyste łóżko, regularne posiłki, jasne pomieszczenia i serdeczna opieka szybko pomogły dojść zbiedzonym i schorowanym dzieciom do zdrowia. Personel zarówno Zesłańcy zaczęli wyjeżdżać w poszukiwaniu wojska polskiego.

Brak lub wręcz mylne informacje utrudniały sytuację zwłaszcza, że panował chaos w transporcie kolejowym. Wszyscy jednak dążyli na południe do Uzbekistanu. Gen. Wł.Anders znając metody myślenia komunistów od początku starał się o to, aby ta armia walczyła na zachodnim froncie.

Przygotowywał więc wojsko do wyjazdu z Rosji, chciał również wywieźć ludność cywilną, która gromadziła się wokół wojska, a zwłaszcza bezdomne dzieci i młodzież, z których już wiele było sierotami lub półsierotami. Organizowano więc szkoły wojskowe, a dla maluchów sierocińce.

Niestety, czyjaś tragiczna pomyłka umieściła te grupy w miejscowości Karkin-Bałasz, co w języku uzbeckim znaczy Dolina Śmierci i śmierć zbierała tam obfite żniwo.

Pod koniec marca 1942r. rozpoczął się pierwszy rzut ewakuacji do IRANU /Persji/ i w nim także wyjechała pierwsza grupa dzieci z sierocińca.

W IRANIE zastanawiano się gdzie umieścić te dzieci w najlepszych dla nich warunkach – wybór padł na Isfahan, miasto o przyjemnym klimacie i zdrowej okolicy.(cdn)
 

orionblues
 
Papież Pius XII ofiarował opłacić utrzymanie 200 sierot. Umieszczono więc „setkę Ojca Św.” dziewcząt u sióstr Szarytek i „setkę Ojca Św.” chłopców u ojców Lazarystów, a 50 najmłodszych, którymi zajął się anglikański pastor Robert Iliff i jego żona lekarka, zamieszkało w pałacyku wynajętym od perskiego księcia Saremul Dualet.

Przychylnym i pomocnym polskim dzieciom był Szach Reza Pahlewi. Później, gdy przyjeżdżały dalsze transporty, opiekę przejął rząd polski z Londynu.nauczycielsko-wychowawczy jak i administracyjno-gospodarczy nie szczędził czasu ani trudu, aby stworzyć domową atmosferę i dzieci to pamiętają, a przyjaźnie zawarte w tamtych czasach przetrwały do dziś. Żyliśmy polskością i nadzieją powrotu do Ojczyzny.

   W 1945 roku po układach Jałtańskich obawiano się wkroczenia wojsk sowieckich do IRANU i postanowiono ewakuować wszystkich Polaków do Libanu. Kraj ten, oprócz Watykanu, Irlandii, Argentyny i Meksyku, był do 1956r. lojalny wobec rządu polskiego w Londynie.

Isfahan został w całości przeniesiony do osiedli nieopodal Bejrutu tak, że nauka od razu mogła być kontynuowana, choć zmieniły się warunki życiowe. Internat stworzono tylko dla sierot, a rodziny wynajmowały mieszkania u Libańczyków, którzy byli bardzo przyjaźni dla nas uchodźców.(cdn)
 

orionblues
 
Większość naszej społeczności nie mogła wrócić po zakończeniu drugiej wojny światowej do swoich domostw, ponieważ uzgodnienia aliantów przekazały nasze tereny /domostwa/ Rosji.

Powrót pod administrację ZSRR był nie do przyjęcia. Tereny Polskie zajęte przez ZSRR w 1939 roku nie weszły w skład obecnych granic Polski. W szczególności miasta: Wilno, Grodno, Pińsk, Brześć, Lwów itp.

   W 1947 roku Polacy zaczęli się rozjeżdżać. Niewielka część ze względów rodzinnych powróciła do Polski, ale większość z powodu zaistniałej sytuacji politycznej wolała szukać miejsca gdzie indziej na świecie. Szły transporty do Anglii, aby połączyć się z ojcami z wojska, do Argentyny, Kanady, Australii, Nowej Zelandii, Stanów Zjednoczonych.

Ostatnią grupę 500 osób dzięki staraniom władz polskich przywieziono do Anglii w lipcu 1950r.
Oceniamy iż około 1% dzieci wróciło do Polski po zakończeniu drugiej wojny światowej.

Nie zależnie gdzie dziś mieszkają mają prawo być zarejestrowani w Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie jako uratowani z zagłady oraz wystąpić do Rzeczypospolitej Polski o nadanie „Krzyża Zesłańca Sybiru”.
   Można powiedzieć, że to było końcem etapu życia dzieci z Isfahanu, ale pamięć tamtych przeżyć i więzy przyjaźni zostały. Koleżanki i koledzy w Anglii opracowali historię naszej grupy.

Ta zbiorowa praca pt. „Isfahan miasto Polskich dzieci” wydana w Londynie w języku polskim i angielskim utrwaliła nasze losy. Łączy nas też nadal biuletyn „MY”, który redagowany przez zespół gimnazjalny w Isfahanie od 1942 roku nadal jest informatorem naszej grupy.

Spotykamy się na wielu światowych zjazdach. Wszystkie miejsca naszego pobytu znaczyliśmy pozostawieniem tablic-votum w podzięce Matce Bożej, która prowadziła nas i opiekowała się nami na tułaczej drodze. Wszędzie też staramy się utrwalić ślad naszej historii i naszych losów tak mało znanych w Polsce. Teraz musimy zdążyć, by dzieje 116 tys. Polaków uratowanych przez Wojsko Polskie - Gen.Wł.Andersa z „Nieludzkiej Ziemi” odkłamać i udokumentować.

Nasze „Koło Wychowanków Szkół Polskich  Isfahanu i Libanu” robi to w Polsce i w każdym zakątku ziemi, gdzie tułacze dzieci wygnane z Ojczystego Kraju znalazły przystań swego życia.

-MY Obywatele Polski 116.131 osób dziękujemy za pomoc otrzymana w 1942 roku.

-We, 116.131 Polish citizens, are grateful for the assistance we received in 1942.(cdn)
 

orionblues
 
orionblues: tu podaje wykaz państw gdzie wyjechały polskie dzieci z syberi;

1942.
   IRAN /Persja/ 11.6131 osób.
   LIBAN – 3500 dzieci.
   INDIE  – 4500 dzieci.
   N. Zelandia – 732 dzieci.
   Meksyk – 1400 dzieci.

Kraje Afryki–10.000 dzieci.
   Palestyna– 3.000 / 871dzieci.
   Wielka Brytania oraz USA.

I inne nie wymienione kraje.
Zapraszamy na stronę www.ska.pl/biorytm/  z prośbą o aktualizację  listy nazwisk uczestników tej ‘Zapomnianej Odysei – Deportowanych z historii”.  

We Wrocławiu przy ul.E.Wittiga 10 w Kościele pw. Matki Boskiej Pocieszycielki istnieje izba pamięci ‘Golgota Wschodu’ która udostępniła nam gablotę gdzie gromadzimy pamiątki z wielu lat tułaczki. Do pobrania  

www.ska.pl/biorytm/kolo_wychowankow.pdf

Tel. +48  601 300 466   or   +48 71 3383838  or  +48 71 601511109   Wrocław 2007

(to wszystko co wyszperałem na ten temat w internecie, historia nie z tej ziemi,,,,będę gorąco czekał na film)

pozdro,,,